Akcyjna bezpieczna przystań

Wykres nastrojów zamieszczony w poprzednim komentarzy sprawdził się – zwłaszcza na rynku amerykańskim – doskonale. Mimo publikacji kolejnych słabych danych makro, grający na spadki nie mieli specjalnie okazji do zarobku. Teraz jednak sentyment przechodzi powoli z ekstremalnie ujemnego w ekstremalnie dodatni co może zapowiadać spadkowe wakacje, a przynajmniej ich początek.

Co w całym rynkowym zamieszaniu jest obecnie najbardziej godne uwagi, to to, że świat bardzo się podzielił. Mamy 3 główne i co ważne postrzegane za najbardziej bezpieczne na świecie giełdy, czyli USA, Niemcy i Wielka Brytania. Wszystkie trzy pokonały już szczyty z 2007 roku i to jest obecnie dla nas najważniejsze – bo warto jeszcze zaznaczyć, że w Wielkiej Byrtanii FTSE i w Ameryce Nasdaq zbliżają się do szczytów z 2000 roku.

Takie zaangażowanie kapitałów na rynkach najmocniejszych i największych to oczywiście kolejny znak niepewności czasów w jakich żyjemy. Przykład konfliktu rosyjsko-ukraińskiego i wynik wyborów do europarlamentu jest tego tylko politycznym potwierdzeniem. A skoro jest jak jest i na lepiej w geopolityce się nie zanosi, to trzeba inwestować tam gdzie stabilnie czy też na swoich znanych śmieciach.

Efekt tej wędrówki (albo może powrotu na swoje śmieci) kapitałow jest widoczny na takich rynkach jak nasz polski czy węgierski, gdzie kolejne miesiące są nudniejsze od poprzednich. Wydaje się jednak, że jeśli sytuacja we wspomnianej gepolityce się znacząco nie pogorszy, to i nami w pewnym momencie zajmie się jakiś spekulacyjny kapitał. Kiedy i z jakiego poziomu? I czy możemy iść pod prąd? To raczej temat na kolejną analizę.

Póki co przyglądnijmy się bardziej Europie i USA. Tam, jak napisano wcześniej, możliwe że powoli dojrzewa wakacyjna korekta. O ile jednak w USA może ona być w miarę spokojna, to w Europie może być dość… dziwnie. Widać bowiem, że geopolityka po wyborach będzie miała spore znaczenie. Wyborcy dali zielone światłu eurosceptykom, którzy delikatnie mówiąc chcą Unię zmieniać. Czy na lepsze? To jest właśnie podstawowa niepewność, która może doprowadzić do głębszych spadków.

Niepewność ta jest już bardzo dobrze widoczna na wykresach analizy technicznej giełd we Francji, Włoech czy Holandii, a więc państw, które z Niemcami stanowią trzon Unii. Ich słabość w porównaniu z Niemcami jest bardzo wymowna.

Giełda w USA. Zamiast stu słów, jeden wykres

To wykres dziennego sentymentu indeksu Nasdaq:

Mimo, że Dow Jones i S&P500 spadają już o ładnych kilku dni wskaźnik nastrojów na Nasdaq jest jak widać bardzo wysoko.

To świadczy o dwóch rzeczach:

1) w krótkim terminie, uwaga na spadkową korektę

2) w długim terminie, pokazuje jak bardzo mocny jest obecny trend wzrostowy

WIG30, OFE i kilka doskonałych wykresów

Dzisiejsza sesja na warszawskiej giełdzie nie była zbyt emocjonująca. WIG20 zaczął od 0,4 proc. spadku, a skończył -0,8 proc. po drodze wychodząc nawet a plus. Fakt jest jednak taki, że od dziś mamy WIG30 i marginalizacja tego pierwszego będzie z czasem postępować.

Zbyt wiele więcej o rynku powiedzieć się nie da. Ot żyje on własnym codziennym życiem. Inwestorzy ciągle szukają swoich koników wśród małych spółek licząc na ponadprzeciętne zyski. A tych spółek, jak widać po zachowaniu się mWIG40 i sWIG80 stopniowo i powolutku przybywa. Na Wall Street i pozostałych rynkach w zasadzie to samo.

Nikogo u nas nie niepokoi już nawet OFE, które jeszcze nie tak dawno rozgrzewały gorące głowy. W tym kontekście polecam dyskusję pod poprzednim wpisem, gdzie KW przedstawi bardzo ciekawą interpretację ich działań i możliwych przyszłych możliwych rozstrzygnięć na GPW. Dla nas ma to nieco mniejsze znaczenie, bo rynek traktujemy bardziej technicznie – mniej ważne są wiadomości i fundamenty, ważniejsze, co widać na rynku i co rysuje się na wykresach i wskaźnikach sentymentów.

A rysuje się tyle, że nasz parkiecit wyciągnięty został przez kogoś (możliwe, że i przez OFE) z całkiem sporych tarapatów. Źle to nie wygląda, ale obroty są dość wątłe więc czujność wskazana. Generalne zrobiło się trochę nudno. Może nawet podejrzanie nudno, ale skoro Ameryka drukuje dalej…

Dla tych, którzy chcą więcej wskaźników i szukają okazji inwestycyjnych polecam ciekawy przedostatni wpis ze strony http://theshortsideoflong.blogspot.com/. (proszę szczególnie zwrócić uwagę na wykres numer 10 – złoto).

Człowiek, mimo że już od jakiegoś czasu jest niedźwiedziem,  robi tam doskonałą analityczną robotę. Nie wiedzieć czemu zupełnie za darmo. Od siebie możemy dodać, że strachy są jak najbardziej wskazane (co widać też po Nasdaq daily sentiment – patrz poprzedni wpis), ale trend jest póki co jednak wzrostowy.

 

Powtórki z wakacji 2011 na giełdzie nie było

Ale rynki giełdowe zaczęły zachowywać się słabiej. I nie ma się co dziwić, że trochę spadło widząc tak wielki (był) optymizm na Nasdaq:

Pod jeszcze wcześniejszym wpisem użytkownik KW zasugerował, że czas większej korekty może się zbliżać, bo OFE napełniają portfele akcjami a do pełnego zaspokojenia ich apetytów brakuje jeszcze jakiejś dużej oferty publicznej. Ta oferta (a może i jeszcze jedna) wydaje się nadchodzić, gdyż dziś podano informację o PKP Cargo.

Czy więc czeka nas burzliwa jesień? Zachowanie dolara, który w ciągu ostatniego tygodnia znacząco się umocnił względem euro sugeruje, że tak. Dodatkowo wykres eur/usd jest coraz bardziej ciekawy. Wybicie z takiej formacji skutkować powinno dość spektakularnym i dłuższym ruchem. Możliwe, że w kierunku dalszego jego umocnienia względem euro.

Właśnie, a gdyby tak kanclerz Merkel przegrała?

Dla giełd, włączając w to również naszą może okazać się to bardzo zdrowa korekta.

A wracając do tytułu to powtórka z wakacji była ale jedynie na kilku rynkach wschodzących w stylu np Filipiny, Indonezja itp.

 

 

Małe spółki na warszawskiej giełdzie – analiza

W połowie marca ukazał się na blogu wpis o małych spółkach sugerujący dwie rzeczy:

1) że to one pierwsze rozpoczynają i kończą ważniejsze hossy na warszawskiej giełdzie

2) że obecne ich zachowanie sugeruje możliwą rodzącą się mocniejszą zwyżkę na giełdach. Tak samo jak miało to miejsce w latach 2002-2004.

Minęły 3 miesiące i widać, że sugestia ta zaczyna być coraz bardziej widoczna wykresach. Spójrzmy:

Kwietniowo-majowo-czerwcowy wzrost jest bardzo spektakularny, zwłaszcza w przypadku mWIG40. Sceptycy zapytają, ale gdzie tutaj są obroty? Ano nie widać. Ale analiza wykresów, dla inwestora o dłuższym horyzoncie inwestycyjnym niż 1 dzień nie powinna kończyć się na jednym interwale czasowym. Spójrzmy więc na dłuższy okres (polecam też sprawdzać jeszcze dłuższe):

Widać górki i dołki z wzrastającymi obrotami/volumenami.

Większość uważnych obserwatorów rynku w Warszawie będzie się kompletnie nie zgadzać z twierdzeniem, iż takie zachowanie indeksów (i optymistyczne opinie większości analityków) świadczyć może o możliwym nadchodzącym wybiciu w górę. Dlaczego? Wystarczy spojrzeć na jednostkowe wykresy „maluchów”, które w dalszym ciągu „leżą i kwiczą”. No, ale cóż, indeks to indeks, pokazuje grupę a nie jednostki. Czy jest dobrze ułożony? Nie wiadomo. Opierać się jednak trzeba na tym co widać.

A widać, że maluchy (tak jak duże spółki również w długiej konsolidacji) garną się bardzo do wybicia w górę. Czy to już w tym roku? Oczywiście nikt z nas nie jest wróżką i tego nie wie. Można chyba jednak spróbować zawyrokować, że jeśli nie w tym to możliwe, że w przyszłym roku. A najlepsza dla tych wakacji byłaby mała powtórka z wakacji 2011.

2 miesiące na warszawskiej giełdzie

O sytuacji na warszawskiej giełdzie pisano na blogu niewiele, ale i nie było specjalnie o czym. Teraz może się to zmienić, bo zmienność na GPW sugeruje, że warto się jej zacząć baczniej przyglądać. Dziś analiza i podsumowanie przede wszystkim ostatnich  kilku miesięcy, w czasie których blog nie był aktualizowany.

A więc ostatnie miesiące w Warszawie to przede wszystkim wspomniana już wyżej zmienność. Do niej dodać by można też i ciekawsze obroty/volumeny. Widać to dokładnie na poniższym wykresie:

Dno z końcówki kwietnia „uklepane” zostało na sporych obrotach/volumenach. Dla jednych będzie to akumulacja dla innych dystrybucja. Moim zdaniem, patrząc co działo się później aż do dziś, na rynku mamy typowe próby skupienia większej ilości akcji bez specjalnej presji czasowej. Wystarczy tylko spojrzeć na jakich niskich volumenach/obrotach (w stosunku do kwietnia) miał miejsce ostatni czerwcowy spadek.

Druga rzecz, spójrzmy na WIG:

Tutaj dno kwietniowe nie zostało pokonane tak jak na WIG20. Każdy inwestor czy to ten nastawiony prowzrostowo, czy prospadkowo ma więc coś dla siebie. Patrząc jednak na dłuższe terminy na rynku nic złego się nie dzieje. Po prostu od 2010/11 roku mamy konsolidację, która póki co bardziej wskazuje na wybicie górą niż dołem.

Kiedy? Może w tym, a może w przyszłym roku. Widać, też, że miejsce do postraszenia inwestorów też  jest. Tym bardziej, że sytuacja na giełdach światowych zrobiła się ku temu sprzyjająca.

Jest jeszcze jeden aspekt mówiący o możliwym przyszłym wybiciu w górę indeksów w Warszawie. To zachowanie indeksów spółek małych i średnich, które ruszyły w górę bardzo mocno.

 

 

Dlaczego banki centralne drukują pieniądze?

Dla jednych odpowiedź na to pytanie jest oczywista, dla innych nie, a jeszcze inni nigdy się nad tym nie zastanawiali, a może warto. Moja odpowiedź jest taka. Nie do końca dlatego, żeby pobudzić wzrost gospodarczy jak to się ogólnie przyjęło. Inaczej. Może na początku obecnej historii drukowania tak rzeczywiście było, ale sytuacja nieco się zagmatwała.

Teraz wygląda, że banku drukują, bo nie ma kto, albo jest coraz mniej chętnych inwestorów, którzy chcą finansować ogromne deficyty budżetowe. Bo patrząc realnie, jest ktoś chętny na obligacje zero proc. albo ujemne?

Druga rzecz, bankierzy centralni jako też część rządu drukują (między bajki włóżmy słowa o niezależności), bo ogromnie zadłużone rządy nie byłyby w stanie płacić ogromnych – w przypadku wyższych stóp – odsetek, co bardzo źle i szybko by się skończyło. Ktoś powie, że ten argument nie jest do końca sensowny bo jeśli bank centralny drukuje pieniądze na rządowe obligacje, to jasne jest, że ów bank może drukować tak szybko i tak dużo jak sobie tego życzy rząd. Zgoda, ale bez odbicia w gospodarce doprowadzi to jeszcze większego kryzysu. To trochę jak walka z siłami natury.

A poprawy w gospodarce nie ma, bo jeśli przyjmiemy, że część z tych nowo wydrukowanych pieniędzy trafia na ulice do ludzi (teraz bardziej na rynki finansowe), to i tak rządy (którym potrzebne bardzo są pieniądze) zbierają je od razu z tej samej ulicy za pomocą zwiększających się podatków i wszelkiego rodzaju opłat dodatkowych mnie lub bardziej wyszukanych. Gospodarka stoi albo zwalnia, a konsument liczy pieniądze coraz intensywniej. Koło się zamyka.

Oczywiście myślę, że z czasem coś tam w gospodarce drgnie i będzie to widać jak w USA, ale zapewne nie na długo.

Uwaga na Unię Europejską i dolara

Miało być w dziale CYTAT DNIA, ale chyba warto napisać coś więcej. Temat problemów budżetowych strefy euro czy Unii Europejskiej nie jest nowy, jednak warto odnotować to co w wywiadzie dla PAP powiedział szef Parlamentu Europejskiego Martin Schulz.

Parlament Europejski odrzucił wieloletni budżet UE na lata 2014-2020, który został uzgodniony na jednym ze zjazdów szefów państw unijnych. PAP pyta, czy szef PE będzie o tym rozmawiał z polskimi politykami.  Odpowiedź Schulza jest następująca,  cytat za gazeta.pl:

„My, czyli Parlament Europejski, jesteśmy gotowi do negocjacji, które pozwolą nam przyjąć wieloletni budżet. Wcale nie żądamy więcej pieniędzy, ale nie chcemy deficytu. W tej chwili najważniejszą sprawą jest nowelizacja tegorocznego budżetu i pokrycie deficytu, który szacowany jest na kwotę od 11 do 16 mld euro. Rządy państw członkowskich muszą znaleźć co najmniej 11 mld euro, by załatać ten deficyt. Nie możemy powtarzać na poziomie UE błędu, który był przyczyną kryzysu zadłużenia w wielu europejskich państwach.
Stąd moja sugestia dla polskiego rządu i premiera Donalda Tuska – jeśli chcecie obronić sukces negocjacji budżetowych, to nakłońcie kanclerz Angelę Merkel i innych płatników netto w UE, by wyłożyli pieniądze na stół. Jeśli tego nie uczynią, to najpóźniej w sierpniu komisarz ds. budżetu Janusz Lewandowski powie, że brakuje mu pieniędzy, by zrealizować płatności na ten rok i będzie musiał je gdzieś znaleźć. A wówczas nie będą zagrożone inwestycje w niemieckie innowacje czy środki na rolnictwo we Francji, bo najłatwiej będzie przesunąć środki z funduszu spójności czy funduszu na rozwój obszarów wiejskich – czyli z dziedzin, w których Polska wywalczyła wiele dla siebie.”

Dlaczego jest to ważne dla rynków finansowych?

Ano dlatego, że ze znalezieniem tych pieniędzy mogą być problemy. Wszyscy bowiem wiemy jaki jest wzrost gospodarczy w Unii i jakie długi oraz wszyscy też wiemy, że we wrześniu są wybory w Niemczech. Niemczech, które właśnie teraz przed wyborami ustami kanclerz Merkel mówią, że ich trochę nie stać na dalszą stymulację.

Wypowiedź Merkel w połączeniu ze słowami szefa Parlamentu Europejskiego może być sygnałem do rozpoczęcia kolejnego umocnienia dolara względem euro. Spójrzmy teraz czy ważność tych wniosków potwierdza kurs euro:

Na jakimkolwiek interwale by nie patrzyć widać, że najbliższe pół roku może być bardzo istotne dla euro. Praktycznie wszędzie tworzą się głowa i ramiona (także odwrócone) albo trójkąty, czy podstawowe formacje analizy technicznej z których wybicia są bardzo mocne.

Tak jak pisałem wyżej wydaje się, że najbardziej realnym zachowaniem kursu euro jest jego spadek do dolara (czyli umocnienie dolara). A że najgorzej kurs eur/usd wygląda w najdłuższym terminie, to spadek może pójść w kierunku nawet 1,05. Chyba, że w międzyczasie Amerykanie zaczną drukować 10 razy więcej niż obecnie. Tak czy siak, czasy mamy ciekawe, więc będzie się działo.

CYTAT DNIA: Prezes EBC o tym, że odrobiliśmy lekcje i że strefa euro odbije

Dziś prezes Europejskiego Banku Centralnego Mario Draghi. Cytat za Bankier.pl:

„Oczekujemy stopniowego ożywienia w gospodarce strefy euro w drugiej połowie roku” (… )”Lekcja z kryzysu została odrobiona”

PS. 1. CYTAT DNIA to tylko i wyłącznie cytat i nigdy nie będzie opatrywany żadnym komentarzem piszącego te słowa. Ich zamieszczanie ma znaczenie tylko i wyłącznie informacyjne. Interpretacje, wnioski i oceny należą do czytających. Zapraszam do dyskusji. Dla pełnej jasności cytaty są oczywiście wyrwane z kontekstu, dlatego zachęcam do lektury całych artykułów i wypowiedzi z linków. Poprzednie CYTATY DNIA są dostępne tutaj

Złota i srebrna masakra II. Co z dolarem?

Dziś krótko, bo mamy złoto-srebrnej masakry część drugą. Spadek był tak wielki, że niedźwiedzie bez problemu poradziły sobie z wymienianymi w poprzednim wpisie poziomami 1460 dla złota i 24,5 dla srebra. Dodajmy poziomami najniższymi z wymienianego zakresu.

Co teraz? Teraz na złocie mamy wsparcie na 1340 dol. i jeśli miesiąc skończy się powyżej tego poziomu będzie szansa no jakieś odbicie. Analogicznie na srebrze mamy 24 albo bardziej 25 dolarów. Jeśli te poziomy nie wytrzymają kolejne przedstawiają się tak: 1150-1180 dol. dla złota i 15 dol. dla srebra. Tyle technika. Pamiętajmy tymczasem, że rynek ma zawsze rację i to on wyznaczy dno.

A najważniejsza konkluzja z ostatnich dni jest taka, że słabe ręce wreszcie sprzedają metale szlachetne. Zanim po takim spadku rynek się otrząśnie minie chwilę czasu. Czy to będzie twarde dno czas pokaże.

Jeśli ktoś chce więcej to polecam zobaczyć wykresy o długich interwałach w poprzednim wpisie. Prawda, że korektę dopiero zaczyna być widać?

I kilka słów, które popełniłem na forum PiG 2 dni temu (przepraszam, że bez polskich znaków):

„Patrząc na wykresy złota i srebra z perspektywy dłuższej niż rok wszystko jest bardzo ale to bardzo w porządku.
foksal.wordpress.com/2013/04/13/zlota-masakra/
Złapane jakiegoś dołka jest teraz dość realne, ale nie wiem czy to już definitywny koniec spadków. Warunki w każdym razie wreszcie się trochę poprawiły. Mamy mocny spadek, strach przez wyprzedażą przez banki centralne i hossę na giełdzie w USA. Trzeba obserwować. Gdyby powiedzmy w wakacje lub zaraz przed akcje nieco spadły to pewnie kruszce urosną.
Potem możemy jeszcze pogłębić obecne dołki, o ile giełdy po korekcie ruszą dalej na północ.

Z ropą i miedzią jest nieco ciekawiej, bo trzeba je traktować trochę jak akcje, ale to już temat na inną analize.”

„Moze inaczej. Kazdy ma swoja teorie, a mnie tak naprawde nie za bardzo interesuja powody spadkow/wzrostow, bo wiem, ze rynek/kreska ma zawsze racje. Nie moge mu narzucic swojego zdania, bo mnie zniszczy. Tak samo uwazam, ze nie ma na swiecie takiego inwestora/kapitalu indywidualnego czy banku, ktory bylby w stanie wygrac z rynkiem. To jest po prostu fizycznie niemozliwe.
Tak wiec o powodach to mozemy sobie tutaj podywagowac.

Nie ma tez znaczenia ze zloto spada a akcje rosna, bo tak jest dzis/teraz. A jutro moze byc inaczej i bedzie rosla gielda i zlotoalbo cokolwiek inaczej.
Co do ceny zlota to jeszcze raz podkresle, trzeba czasem zerknac na wykresy w napradwde dlugim terminie np interwal roczny czy kwartalny. Sa u mnie na blogu. Jak tam sie spojrzy to chyba widac, ze na interawale rocznym mamy bodaj 11 lat wzostowych z rzedu. Wiec jak w tym roku i np przyszlym bedzie spadek to co stanie sie zlego? Jak nawet spadnie do zalozmy 1100 dol. to co zlego bedzie? Nie sadze. Nie mozna sie blokowac na jeden kierunek i wsluchiwac w informacje o manipulacjach wszelakich, bo to czlowieka ogranicza. Jest jak jest. Trendy dlugi tworzy wielkie miedzynarodowe przeplywy i z nimi nikt nie wygra.

Co do sprzedawania zlota, to znowu, w 1999 roku banki centralne na samym dnie sprzedawaly az milo. I chyba dopiero w zeszlym roku kupily najwiecej.
A co do krajow w kryzysie to one byc moze juz sprzedaja.
www.pb.pl/3082436,99356,draghi-o-zyskach-ze-sprzedazy-zlota-przez-cypr
Ale to sa tylko informacje.
Samemu trzeba też ocenic jak je interpretowac. W kazdym razie walczyc z rynkiem/trendem teoriami o manipulacjach nie ma sensu, bo czlowiek raczej przegra z kretesem.
Ten wczorajszy spadek praktycznie mogl taki byc bo rynek okolice 1525 testowal po raz 5 w ciagu dwoch lat. Oczywiscie mogl urosnac, ale niestety spadl. Ot i wszystko. Wykresy o dlugoterminowym interwle tez graja.”

PS. Skoro złoto zrobiło teraz takie wielkie bum, a w USA mamy niestety znowu zamachy to należy sobie zacząć stawiać pytanie, co z dolarem? Jeśli czas pozwoli spróbuję zrobić o nim któryś kolejny wpis. Na szybko wydaje się, że aby było na rynkach dalej bardzo ciekawie i aby utarte od kilku lat schematy były dalej łamane (tak jak teraz złoto i srebro), amerykańska waluta powinna się umacniać. Unia szybciej rozpadać?

Złota i srebrna masakra

Na złocie i srebrze, a więc metalach szlachetnych, które uznawane są za niejako polisę ubezpieczeniową na trudne czasy mieliśmy dziś prawdziwą rzeź.  Serwisy i analitycy podają, że jego przyczyną były spekulacje o możliwej wyprzedaży tych kruszców, a zwłaszcza złota przez kraje pogrążone w kryzysie jak Cypr, Portugalia, Hiszpania itp.  Czy to możliwe, że będą sprzedawać? Możliwe. Z Bankiera można dowiedzieć się nawet kto ile może sprzedać. Poza tym, nie znalazłem linka, ale była też taka informacja, że w 2012 roku to właśnie banki centralne były tymi, którzy najchętniej kupowali złoto Tak samo jak w okolicach 2000 rok to oni najchętniej je sprzedawali.

Dodatkowo część osób ma pewnie ulokowany kawałek swoich oszczędności w tych aktywach. Warto więc chyba przedstawić krótką analizę tego co się dzieje.

Jako, że jest już późno, a o złocie pisałem już trochę czy to na blogu czy na liście dyskusyjnej Polityka i Gospodarka (PiG), poniżej kilka cytatów:

4 styczeń 2013 blog: 

„Ogólnie jeśli chodzi o metale szlachetne sytuacja zrobiła się niedźwiedzia, o czym już pisałem przed końcem roku. Jakieś więc dobicie jest możliwe. Gdyby jednak obecny miesiąc zakończył się na obecnych poziomach (okolice 1630 dol dla złota i 29 dla srebra) to całkiem realne jest testowanie kolejnego wsparcia na około 1530 dol. dla złota i 26-24 dol. dla srebra.”

18 i 19 luty 2013 forum PiG: 

Jak dla mnie w zachowaniu złota i srebra nie ma nic nadzwyczajnego i nie ma sie czego doszukiwac jeśli spojrzy sie na wykresy w terminie czy to tygodniowy, miesiecznym czy dluzszych. Najladniej to widac na zlocie, ktore w ujeciu rocznym jest w jednym z najdluzyszych trendow wzrostowych w historii swoich notowan.
stooq.com/q/a/?s=gc.f
Czego po tak wielkim okresie nieprzerwanych wzrostow oczekiwac? Jeszcze wiekszych wzrostow? Zgoda, ale moze chwila przerwy. Tym bardziej, ze jak sie okazalo w 2012 bardzo duzo zlota kupily… banki centralne. I jak to ktos ladnie na forum zauwazyl ostatnio o bankach centralnych w kontekscie zlota i srebra tak glosno bylo kiedy je masowo sprzedawaly czyli na poczatku tej wielkiej zwyzki okolice 1999/2000 roku bodaj.

Jedyne co mozna sensownie powiedziec o zlocie i srebrze to to ze mimo wszystko sa bardzo mocne, bo po takich wzrostach np. zloto juz dawno powinno byc ponizej 1600 dol o ile nie nizej. To jest bardzo zly znak dla politykow, bo oznacza, ze w dluzszym terminie niz rok czy dwa wzrosty nie sa tutaj jeszcze zakonczone. Ale jednak ten zloto i srebrny dom po tych kilkunastu latach trzeba posprzatac i to czyszczenie domu wlasnie teraz ma miejsce.”

w 100 proc. zgadzam sie z Twoim stwierdzeniem, ze „twierdzenia o pękającej bańce na złocie są nieporozumieniem”. Mowie tylko, ze po tylu latach hossy na zlocie korekta jest czyms naturalnym nawet niezaleznie od tego jaki jest kontekst i czy ktos tymi kursami manipuluje czy nie.”

„To moje stwierdzenie do ktorego sie odniosles dotyczylo amerykanskiego rynku akcji. Co do srebra to pewnie ze mozliwe jest teraz zatrzymanie. Tym bardzej, ze zblizamy sie do bardzo mocnego jak do tej pory i waznego wsparcia na poziomach z poprzedniej konsolidacji z okresu wakacyjnego 2012 i jeszcze kilku lat wstecz. Wcale jednak bym sie nie zdziwil gdyby twarde dno bylo gdzies w okolicach 24,5-26,5 dla srebra i 1470 a 1570 dol. zlota. Srebro ogolnie wyglada nieco mocniej niz zloto ale to chyba ze wzgledu na jego bardziej przemyslowy charakter. Ogolnie rzecz ujmujac zeby na srebrze i zlocie mogl byc wielki bal trzeba najpierw sale posprzatac”

Tyle cytatów. Na sam koniec wykresy długoterminowe roczne i kwartalne obydwu kruszców, na które też czasem trzeba zwrócić uwagę:

Złoto:

Srebro: 

A czy to rzeczywiście twarde czy tylko twardsze dno, trzeba obserwować.

Na giełdzie w USA wkraczamy w dziewiczy obszar. A przed nami… maj

Maj, którego giełdową sławę najlepiej streszcza zdanie: Sell In May And Go Away, czyli sprzedaj (akcje) w maju i uciekaj. Czy się sprawdzi? Moim zdaniem jest bardzo realne. Tak czy inaczej sugerowane w komentarzu z ubiegłego roku możliwe osiągnięcie nowych szczytów przez S&P500 stało się faktem. Amerykanie znowu pokazali, że się nie załamują byle czym i gdzie jest miejsce w szeregu przestraszonej Europy.

No ale czy Europa nie wpakuje się za chwilę w kolejne po Cyprze tarapaty. Dane gospodarcze i doniesienie z Portugalii i Słowenii sugerują, że kolejne problemy jeszcze przed nami. Spadki indeksów, w krótkiej perspektywie (i możliwe, że od maja) pewnie też. W długiej jednak, po dzisiejszym biciu rekordu przez S&P500, czytający bloga dostrzec już powinni, że kapitał dzięki uprzejmości centralnych bankierów, polityków i wymyślanych przez nich podatków i regulacji, korzysta z możliwości szybkiego pomnażania się przez inwestowanie na giełdzie (i już widać, że także w rynku nieruchomości, na początek w USA). (Pamiętajmy też, że jest to jednak w pierwszej kolejności kryzys długów rządowych, a na końcu ewentualnie korporacyjnych).

Oczywiście na gospodarkę wpływ drukowanego dopalacza też będzie, ale raczej nieco mniej mocny. No chyba, że przedrukują długi, tak jak w Argentynie. Nie wiem tylko, czy wtedy, z racji szarpnięcia inflacyjnego nie zacznie się za chwilę fala upadłości (z powodu wzrostu kosztów obsługi długów) i kolejne mocno deflacyjne delewarowanie.

PS. Ciekawie z perspektywy środowego bicia indeksów wygląda Nasdaq100. Tutaj widać bowiem, jakby cały 1,5 roczny okres konsolidacji właśnie się zakończył i indeks rozpoczął nową falę wzrostową. A może to pułapka?

CYTAT DNIA: Olli Rehn o tym, że Cypr mógł wcale nie być wyjątkiem

Olli Rehn, europejski komisarz ds. gospodarczych, którego cytuje serwis wyborcza.biz:

„Cypr był wyjątkowym zdarzeniem, ale nadchodzące regulacje zakładają, że inwestorzy i właściciele depozytów bankowych mogą być obciążeni kosztami restrukturyzacji banków”

PS. 1. CYTAT DNIA to tylko i wyłącznie cytat i nigdy nie będzie opatrywany żadnym komentarzem piszącego te słowa. Ich zamieszczanie ma znaczenie tylko i wyłącznie informacyjne. Interpretacje, wnioski i oceny należą do czytających. Dla pełnej jasności cytaty są oczywiście wyrwane z kontekstu, dlatego zachęcam do lektury całych artykułów i wypowiedzi z linków. Poprzednie CYTATY DNIA są dostępne tutaj

3 miesiące postoju giełdy niemieckiej, Argentyna i nie tylko. Nadchodzą głębsze spadki?

Trend wzrostowy w ciągu ostatnich miesięcy nie dotyczy wszystkich giełd. I to jest oczywiście normalne. Tak było zawsze tak, jest i tak będzie w przyszłości. Warto jednak zauważyć, że na głównych parkietach Europy od dobrych 3 miesięcy stoimy w miejscu. Niby normalne, bo np. w przypadku niemieckiego DAX stoimy przed szczytem wszech czasów z 2007 roku. Podobnie choć mniej dobrze wygląda to w Londynie. Najgorzej jest natomiast we Francji, która trzyma się bardzo, ale to bardzo kiepsko.

A więc niby normalne, ale sytuacja w gospodarce jest zła i może taka być jeszcze jakiś czas. Tym bardziej, że świat boi się wojny.

Kiepsko zaczął zachowywać się też indeks giełdy szwajcarskiej, że nie wspomnę o wskaźniku wyprzedzającym w postaci WIG20.

Wszystko jeszcze ciągną Amerykanie, ale jeśli indeks S&P500 nie pokona dziennego szczytu wszech czasów (1576,09), to może się skończyć głębszą korektą na którą w zasadzie się już zanosi. Wojna? Może. Tak czy siak niepewność na giełdach rośnie.

Na koniec jeszcze ciekawostka z Argentyny, gdzie sytuacja pogarszała się od jakiś kilku lat. Teraz ten problem zaczyna być już bardziej widoczny. O obecnej sytuacji tam można przeczytać w tym artykule. Dodam tylko jeszcze kolejną informację do całego pliku o tym jak to rządy chcą inflacji, a ruchami podatkowymi/regulacjami wywołują ostrą deflację. Choć może nie jest to akurat w tym przypadku dobry przykład, bo Argentyńczycy inflację sobie już wydrukowali (wydrukowali jak sądzę dużo za dużo niż wynosi dzienne oddłużanie/delewarowani i przeregulowali gospodarkę). Choć tutaj teorii kryzysu będzie tyle ile ludzi. Zostawiamy więc te przyczyny. Niech myślą nad nimi inni. Skupmy się na możliwych skutkach.

Kolejna w kolejce do przedrukowania długów wydaje się być Japonia. Bo, że z Europą – po zastosowaniu wariantu cypryjskiego, mocnym podnoszeniu podatków, ściganiu bogatych i coraz większych regulacji regulacji – będzie kiepsko jest też raczej oczywiste.

Ciekawi mnie tylko, czy w przypadku międzynarodowego ewentualnego ratowania Argentyny zastosowany zostanie wariant cypryjskiego cięcia depozytów w bankach czy nie. Moim zdaniem jest to realne.

CYTAT DNIA: Kotecki z MF o polskiej zielonej wyspie i Cyprze

Dziś cytaty z wywiadu dla Gazety Wyborczej Ludwika Koteckiego, głównego ekonomisty i radcy generalnego w Ministerstwie Finansów:

Patrycja Maciejewicz „Gazeta Wyborcza”: Nie jesteśmy już „zieloną wyspą”?

Kotecki: – Jesteśmy. Przecież mówię, że jesteśmy i odbijemy, a pani mówi: „Eee tam, nie odbijemy” (śmiech).

O Cyprze:

„Takich katastroficznych scenariuszy jak Cypr możemy budować wiele, ale nie są one najbardziej prawdopodobne. (…) Ale poważnie: boję się kolejnych poważnych turbulencji w strefie euro. Cypr jest kolejną odsłoną tego kryzysu. Demokracje upominają się o swoje prawa. Włoska się upomniała, mieliśmy niespodziankę wyborczą, sytuacja jeszcze się nie wyklarowała. Teraz demokracja cypryjska się upomina. Nie wiem, kto lub co będzie następne. (…)”

PS 1. CYTAT DNIA ministra finansów Marka Belki z 20 lutego 2013

PS. 2. CYTAT DNIA to tylko i wyłącznie cytat i nigdy nie będzie opatrywany żadnym komentarzem piszącego te słowa. Ich zamieszczanie ma znaczenie tylko i wyłącznie informacyjne. Interpretacje, wnioski i oceny należą do czytających. Dla pełnej jasności cytaty są oczywiście wyrwane z kontekstu, dlatego zachęcam do lektury całych artykułów i wypowiedzi z linków. Poprzednie CYTATY DNIA są dostępne tutaj

Jak UE i MFW mogą zachęcić do kupna akcji i wywołać inflację?

Ano właśnie, weekendowym podatkiem cypryjskim. Jak? To proste. Prześledźmy prawdopodobny tok rozumowania człowieka, którego majątek najbardziej płynny (a więc przede wszystkim w gotówce) wynosi powiedzmy od 500 mln euro w górę.

Otóż taki człowiek, po weekendowej decyzji Unii i kompanów w sprawie Cypru oraz wypowiedziach jej przedstawiciela musi zastanowić się co dalej? Czy taki podatek nie dotknie także moich pieniędzy? Odpowiedź jaka się nasuwa po tłumaczeniach rządzących jest oczywista: „trzeba kasę jakoś zabezpieczyć. Przecież nie mogę pozwolić, żeby mi je w którąś letnią weekendową noc nagle zabrali. Tak jak tamtym/kumplom na Cyprze”.

I zaczyna się myślenie. W co ulokować? Jeśli wyeliminujemy raje podatkowe i kraje typu Szwajcaria (które też mają przygodę z niemieckim czy amerykańskim fiskusem) zostają aktywa w stylu, nieruchomości, surowce, akcje, metale szlachetne itp. A więc przypadek cypryjski może (nie mówię oczywiście, że musi) wywołać falę zakupów powyższych aktywów, co może doprowadzić do wzrostu ich cen. Czyli czeka nas kolejna hossa jak w 2007 roku? Pewnie aż tak to nie, ale z pewnością może się zdarzyć, że dzięki Cyprowi coś na tych rynkach się ruszy.

Z resztą, od jakiegoś już czasu widać, że duży prywatny kapitał plus świeżo drukowane pieniądze najbardziej pozytywnie oddziaływują na giełdę amerykańską, która mimo bardzo małych wolumenów (co moim zdaniem świadczy jednak o tym, ze czeka nas jeszcze mocniejsza spadkowa korekta) nie może się zatrzymać w swoim marszu w górę.

Ktoś powie, ale przecież w USA nie jest o wiele lepiej jeśli chodzi o podatki, dług itp.? Zgoda, ale USA to jednak najbardziej płynny rynek świata zarówno jeśli chodzi o akcje jak i pewnie nieruchomości. Z czasem apetyt tamtejszego fiskusa też wzrośnie, bo dług jaki jest każdy widzi, ale póki się to nie stanie trzeba zarabiać.

Minusem cypryjskiego marszu kapitałów może być zapewne wzrost cen surowców, zbóż itp. i kosztów produkcji, co wraz ze wzrostem podatków prowadzić może do wzrostu inflacji i co za tym idzie rynkowego wzrostu stóp procentowych. To z kolei przy obecnych gigantycznych długach doprowadzić może do podwyżek stóp procentowych i kolejnych bankructw krajów z powodu braku możliwości spłaty odsetek od długów. Witajcie w krainie stagflacji.

Wariant nierealny? Być może, ale warto mieć go gdzieś z tyłu głowy, bo jak pokazuje sprawa Cypru, dziś niczego nie można wykluczyć.

PS. 1. Tak wiem, że jak tłumaczą osobistości z Brukseli, profesorowie czy niektórzy blogerzy, Cypr to raj podatkowy gdzie pierze się pieniądze najczęściej Rosjan i na biednego nie trafiło. Nie neguję, ale chodzi mi tutaj o sam fakt wprowadzenia podatku w weekendową noc.

PS 2. Ciekawie też sprawa Cypru wygląda z punktu widzenia polityki, bo do tej pory wydawało się przecież, że Rosja i Niemcy raczej się lubią. Teraz pewnie ufność ta spadnie, a Rosja na spokojnie przeanalizuje całą sytuację i niewykluczone, że przez mocniejsze wejście na Cypr wejdzie mocniej do Unii Europejskiej. Po co? Ha, gaz już do całej Europy prawie dostarczają. Oj trochę nam ta Unia marginalnieje. Hegemon na glinianych nogach?

PS 3. Polecam też wpis w temacie Andrzeja Stefaniaka.

Szorowanie konsolidacyjne, czyli wielkie długi państw i Gant

Dzisiejsze dane z polskiej gospodarki nie nastrajają optymistycznie. Spadek sprzedaży detalicznej i wzrost bezrobocia sugerują, że możemy mieć do czynienia z tym o czym pisałem już jakiś czas temu, a co dziś można nazwać szorowaniem konsolidacyjnym.

Chodzi o przypadek, w którym zamiast szybkiego odbicia mamy serię raz lepszych, raz gorszych wskaźników makro na niskich, dennych poziomach. Trochę zagmatwane ale najlepiej będzie widać to na wykresach Bankiera:

wykres

wykres

wykres

Chodzi mi o zjawisko na wykresie mniej więcej takie jakie miało miejsce w przypadku ostatniego wykresu, czyli produkcji przemysłowej w latach 2001-2002. Co ważne to to, że takie szorowanie po dnie jest gorsze niż szybkie nurkowanie z lat 2007-2008, bo z każdą poprawą człowiek/rządy żyją nadzieją.

Ale nadzieja nadzieją a długi długami. Spółki, które nie dmuchają na zimne, sugerują się wypowiedziami polityków i nie ograniczają swojego długu w sytuacji gdy od kilku ładnych lat jest oczywiste, że obecny kryzys to kryzys długów, niestety mają/mogą mieć problem.

Stąd dziś mamy Ganta, który mocno tanieje:

A więc co? A więc jeszcze raz, uwaga na długi. To jest kryzys długów, przede wszystkim rządowych, ale też firmowych i innych. Trwa już kilka lat i oprócz tego, że banki drukują, owe długi się nie zmniejszają tylko przechodzą w inne miejsce. Jak np. z banków na Fed, ECB oraz rządy.

Dopóki też konsumenci troszkę się nie oddłużą (w USA już są słabe jaskółki) szaleństwa w gospodarce nie będzie. A konsumenci oprócz długów i słabych nastrojów mają jeszcze jeden problem – budżety rządowe które (oczywiście też w powodu długów) się nie dopinają.

Efekt końcowy jest taki, że rosną podatki, które wycinają z portfeli konsumentów kolejne złotówki/dolary/euro itp. Koło się więc zamyka i tak się w nim kręcimy. Rządy łakną inflacji, ale podnoszeniem podatków działają mocno deflacyjnie na konsumenta i gospodarkę oraz (choć może tego jeszcze nie widać) inflacyjnie na surowce i koszty produkcji. Do tego jeszcze dochodzi paniczne drukowanie i weekendowe strzyżenie ludzi (Cypr). Jeśli tak dalej będzie strefa euro i cała Unia może źle skończyć.

 

 

Na Wall Street jak na warszawskiej giełdzie. Część akcji poszła do kosza

W poprzednim wpisie zabrakło czasu żeby dopisać kilka słów o Wall Street, więc czynię to dziś.

A na Wall Street tak jak w Warszawie mamy gracza/y, którzy wyrzucili w piątek sporą liczbę akcji. Wolumen w przypadku Dow Jones był największy od marca 2012 roku, a więc tuż przed rozpoczęciem spadkowej korekty.

Wykresy można zobaczyć tutaj dla Dow Jones, tutaj dla S&P500 i tutaj dla Nasdaq. Z resztą na Stooq też to widać:

Nie nie oznacza to oczywiście, że rozpoczyna się natychmiastowa korekta, a jedynie, że duży kapitał sprzedał sporą część akcji. Generalnie ciężko tutaj już kreślić jakieś scenariusze, bo handel patrząc przez pryzmat wolumenów jest wyjątkowo anemiczny. Dlatego koncepcja analityków z UBS wydaje się obecnie najbardziej zbliżona do aktualnych możliwości rynku.

Polecam też cały czas obserwację zachowania giełdy szwajcarskiej jako do tej pory ładnie działającego wskaźnika wyprzedzającego.

Na koniec jeszcze ciekawostka donośnie rynku towarowego. Bardzo interesująco robi się na miedzi. Gdzieś czytałem, że miedź spada, bo w Chinach są słabe wskaźniki gospodarcze. Może i tak jest, ale… jeśli spojrzeć na wykres tamtejszego indeksu, to nie wygląda on na słaby ani bardzo prospadkowy.

Tom DeMark twierdził nawet w grudniu, że tamtejszy indeks może wzrosnąć do września aż o 48 proc. A więc mamy prowzrostowy indeks akcyjny oraz cenę surowca w bardzo ważnym punkcie. Jest szansa na zatrzymanie spadków tego surowca. Kto wie może już czas na pokazanie się inflacji?

Ktoś sprzedał spory pakiet akcji na warszawskiej giełdzie

W połowie lutego pisałem, że jakiś duży inwestor kupił sporą ilość akcji dużych spółek (WIG20) na warszawskiej giełdzie. Uważna obserwacja handlu na GPW w ciągu ostatnich dni podpowiada, iż papiery wtedy kupione prawdopodobnie właśnie zostały sprzedane. Może nie wszystkie, ale po wolumenie/obrotach, które znacząco skoczyły w piątek widać, że przynajmniej część.

Jedno powiedzą, że to efekt wygasania kontraktów czy opcji i ok. Dla mnie przyczyna jest bez znaczenia, wolumen jest wolumen, a dzień handlu jest dniem handlu. A więc, sprzedał. Czy zarobił? Sądzę, że tak ale niewiele. Pewnie liczył na więcej.

No dobrze, ale czy takie zachowanie naszego rynku może być znakiem, że na światowych giełdach zbliżamy się do głębszej/mocniejszej korekty? Moim zdaniem możliwe.

Możliwe jest to też zdaniem analityków z UBS, którzy słyną ostatnio z bardzo trafnych prognoz. Dodał bym nawet też, że w związku z tą trafnością inwestycyjny świat traktuje ich prognozy niemal jak wyrocznie. Oczywiście nie oznacza to, że tym razem się nie pomylą, bo patentu na nieomylność na giełdzie i w życiu nie ma przecież nikt. Na pewno jednak są to bardzo dobre i profesjonalne raporty, które czytać warto. Link można znaleźć na blogu Stoje i Patrze.

PS 1. Ilość spraw osobistych trochę mnie ostatnio ogranicza, stąd niższa aktywność na blogu. Jeśli jednak się z nimi uporam powrócę do codziennej aktualizacji.

PS 2. Dla tych, którzy czekają na kilka słów w sprawie Cypru. Będzie, może nawet w 2,3 częściach (bo sprawa jest bardzo ciekawa) jak czas pozwoli i ten przeogromny szum medialny nieco przycichnie. Jedno co można powiedzieć teraz, to fakt, że takie weekendowe strzyżenie podatkowe pieniędzy ludzi (kimkolwiek by oni nie byli) w bankach jest niepoważne. Co to oznacza? Jedno, niepewność.  Tym większą, że na pomysł podatku weekendowego nie wpadli wpadli dyktatorzy Białorusi czy Korei Północnej.

 

Maluchy na warszawskiej giełdzie. Pierwsze spadają, pierwsze rosną?

Jako, że na warszawskiej giełdzie mamy teraz czas na małe i średnie spółki (maluchy) dziś będzie właśnie o nich i o racji zarządzających.

W umysłach większości inwestorów zakodowało się stwierdzenie, że jeśli maluchy mocno rosną, to znaczy, że trend wzrostowy ma się ku końcowy. Ogólnie jest też przyjęte, że większość nie ma racji, a już większość analityków i zarządzających na pewno. Niestety, dla tych którzy grają kontrariańsko są czasy na giełdach i rynkach, kiedy jednoznaczna opinia większości uczestników rynku o kierunku dalszych zmian idzie w parze ze zmianą głównych wskaźników. Słowem są czasy kiedy wszyscy mają rację i wcale nie musi to być górka.

Tak jest właśnie teraz i tak było w latach 2005-2006, kiedy praktycznie wszyscy zawodowcy, którzy prognozowali wtedy wzrosty małych i średnich spółek oraz indeksów mieli rację. Ale pamiętajmy, że rok 2013 się jeszcze nie skończył, a hossa w USA rzadko kiedy zaczynała się przy tak znikomych wolumenach na wzroście.

Wracając do maluchów. Jeśli nałożymy wykresy mwig40 (czy swig80) na wykres WIG20 widać, że maluchy – wbrew przedstawionej powyżej obiegowej opinii – w historii warszawskiej giełdy bardzo dobrze prognozowały początek, czy też koniec większych trendów.

I tak np. jak widać na powyższym wykresie mWIG40/WIG20 pierwszy z indeksów bardzo ładnie zaprognozował szczyt z lat 2007/08 oraz dołek na początku XXI wieku.

Co widać teraz? Widać, że mWIG40 znów próbuje powtórzyć manewr z lat 2002-2004. Maluchy (oczywiście przedstawiane jako indeks) trzymają się dzielnie, a ich odbicia są bardziej dynamiczne niż spółek dużych. Tak więc w dłuższym kilkuletnim terminie mamy do czynienia z próbą powtórki konsolidacji początków wieku z zapewne późniejszą próbą wybicia w górę.

Za takim scenariuszem przemawia także zachowanie i jednoznaczne opinie zarządzających o przyszłości polskiej giełdy, której motorami wzrostu mają być właśnie małe i średnie spółki. To samo było w latach 2004-2006.

Cały czas jednak zastanawiam się, czy teraz będzie inaczej? Po analizie sentymentów, volumenów i sytuacji na giełdzie w USA przychodzą mi dwa rozwiązania. Pierwsza, mocna i szybka korekta w USA, która odbije się mocnym echem na pozostałych rynkach. Druga, ślimaczący prawie roczny boczniak na WIG20 i podbierane spadkowe korekty na maluchach.

Wolumen to żaden problem? Dow Jones na 40 tysięcy punktów?

Martin Armstrong jeden z najciekawszych żyjących ekonomistów i chyba już były trader na swoim blogu poczynił ostatnio bardzo ciekawe obserwacje.

Wszystko jest do przeczytania na blogu tego, przez niektórych uważanego za dziwnego, eksperta, więc tutaj tylko w skrócie.
Odnośnie niskich wolumenów na giełdach  jest zdania, że nie należy się nimi zanadto przejmować, gdyż i tutaj nastąpi wzrost jeśli Dow Jones liczony w euro zacznie pokonywać szczyt wszech czasów. Na razie Dow Jones w euro wygląda tak:
Dow-Euros-3-4-2013

Poza tym jego poziomy docelowe dla tegoż indeksu na najbliższe lata to:

The broader resistance stands at 16727 followed by 24275. Once we break above the 15000 level, we should then start a decent run that most analysts will keep trying to pick the high. However, our minimum targets for a high in 2015.75 would be 16990 to 20966.The extreme target objective will be 23388 to 25127.

I w dłuższym terminie:

Things are starting to cook and the good news is the amazing bearishness that the market is going to crash shows just the reason why it will not. The majority will be trying to sell and that provides the energy for the rally to press high in the years ahead until they are finally convinced the Dow is going then to 40,000.
Poza tym w krótkim terminie ma sygnał szczytowania na Dow Jones w tygodniu z 11 marca ale gdyby wtedy zrobił się dołek to krótkoterminowy szczyt mamy w tygodniu z 25 marca.
Mimo optymizmu jaki bije z długoterminowych giełdowych prognoz Armstronga trzeba jednak zwrócić uwagę na dwie rzeczy.
Pierwsza, ekonomista zwraca uwagę, że podobna jak obecnie sytuacja na wykresach miała miejsce w okresie od drugiej połowy lat 60-tych do początku lat 80-tych ubiegłego wieku. W tym czasie indeks Dow Jones cztery razy testował poziom 1000 punktów nim go trwale pokonał.
Jak to jednak zwykle bywa trudno powiedzieć, czy obecna analogia się powtórzy, a jeśli tak, to jaki poziom Dow Jones testuje, czy też będzie testował cztery razy (a dlaczego nie trzy?) 14000? A może 12000 punktów? Moim zdaniem chodzi o 12 tys. punktów, ale niech każdy się pobawi w prognozowanie. :)
Pomocny być może będzie tutaj drugi indeks S&P500, który w tych samych latach też 4 razy walczył, ale z poziomem 100 punktów, przy czym widać, że był mocniejszy niż Dow Jones.
Druga rzecz. Wykres głównego cyklu dla gospodarki (nie mylić z giełdą) Armstronga ryzuje się tak:
ECM-Wave-2011-2020
Widać, że okres okołowakacyjny 2013 (czyli teraz?) do jesieni 2014 to czas na możliwe spowolnienie.
Płynie stąd moim zdaniem wniosek, że mimo optymizmu Martina trzeba uważać i wolumeny, że nie wspomnę o sentymentach i wskaźniku zakupów akcji na kredyt, nas o tym ostrzegają.
Jeśli rzeczywiście to spowolnienie Panu Martinowi się sprawdzi, to najbliższe około 12 miesięcy może być dla rządów/polityków i budżetów (notowań obligacji)  naprawdę ciężkie.
Dla chcących przeczytać inny ciekawy raport o rynku akcji polecam też publikację Stoje I Patrze.

Na giełdzie w USA jest jak w 2007 roku. Czy spodziewać się załamania?

Kilka dni temu Parkiet opublikował bardzo ciekawy artykuł na temat Greedometru, czyli wskaźnika chciwości na rynkach akcji opracowanego przez Jeffa Seymoura, szefa firmy Triangle Wealth Management.

Artykuł można sobie przeczytać w linku powyżej, a ja dodam, że warto zwrócić uwagę na jeden ze składników na podstawie którego wyliczany jest ten wskaźnik. Chodzi o margin debt, czyli w skrócie informację o tym czy i ile pieniędzy pożyczają inwestorzy kupując obecnie akcje.

Jeśli zajrzymy na bloga firmy Trangle to zobaczymy, że:

Margin Debt Jan 2012

źródło: http://www.triwealth.com

w styczniu było to 364,100 mln dol., a prognoza firmy na luty mówi o zakresie 380-385 mln dol (poczekajmy na oficjalne dane). Ile było na szczycie w roku 2007 też Państwo widzą na rysunku. Dłuższy historyczny wykres znalazłem na blogu Stoję i Patrzę:

Jak widać duże szczyty wskaźnik od początku dekady prognozował doskonale. Trangle dodaje, że w 2007 roku szczyt historyczny margin debt wypadł lipcu, natomiast szczyt indeksu S&P500 w październiku.

I jak to zwykle w takich przypadkach bywa trzeba przypomnieć, że mimo iż drzewa nie rosną do nieba, to czasem myślą że są go blisko, więc takie wartości obecnie nie oznaczają, że kolejne nie mogą być jeszcze wyższe. To ważne zwłaszcza dla inwestorów krótkoterminowych, bo te ostatnie fale spadków/czy wzrostów są przeważnie najdłuższe i najmocniejsze.

CZY SPODZIEWAĆ SIĘ ZAŁAMANIA?

Możliwe, że tak, ale raczej nie aż tak wielkiego jak w 2008 roku. Dlaczego? W 2008, czy nawet 2009 roku dopiero testowaliśmy najlepsze/ostatnie narzędzie rządzących w ratowaniu gospodarki jakim jest drukarka. Teraz mamy przećwiczone, drukarka działa i wiadomo, że może działać jeszcze wydajniej, bo elektronika jest dziś bardzo daleko posunięta. Poza tym, tak długi jak obecnie, bo od 2008 roku, okres nieustannego drukowania musi choć na krótką metę przynieść poprawę.

Najlepiej gdyby zrealizowała się prognoza dla S&P500 z tego wpisu, a może nawet nieco więcej. Czasową prognozę szczytu połączonego z recesją w USA prezentuje też Trangle na swoim blogu. Im wychodzi drugi kwartał 2013. I chyba by się to zgadzało, bo wolumeny/obroty na obecnym wzroście są coraz to mniejsze.

Coraz to niższe są też ceny miedzi i ropy naftowej, które ostatnio też nieźle się sprawdzały jako wskaźniki wyprzedzające.

PS. Ciekawie też prezentuje dane o margin debt blog http://theshortsideoflong.blogspot.com/

Ile zarabiają OFE? To trzeba przeczytać

Ten wpis w zasadzie powinien znaleźć się w dziale CYTAT DNIA, ale kwoty w nim podane są tak ciekawe, że każdy powinien je poznać. Cytaty z artykułu zamieszczonego na stronie www.wyborcza.biz:

„… przyszli emeryci zapłacili OFE ponad 1,3 mld zł opłat (za 2012 rok). (…) W sumie od początku działalności, czyli przez niespełna 14 lat, fundusze skasowały swoich klientów na przeszło 16 mld zł. Po odliczeniu kosztów (m.in. rachunków telefonicznych, wynagrodzeń pracowników i czynszów w biurowcach) w kasie zarządzających OFE w 2012 r. zostało aż 715 mln zł czystego zysku. (…) Tym samym cała branża od przeprowadzenia reformy emerytalnej zarobiła na czysto już ponad 6 mld zł.”

I pomińmy już anonimowego urzędnika Ministerstwa Finansów, który mówi o 50 proc. rentowności biznesu, bo nie kto inny jak Państwo/rząd te kilkanaście lat temu zaproponowało stworzenie otwartych funduszy emerytalnych działających na takich:

a) brak możliwości wyboru i pozostanie w ZUS,

b) odgórnie narzucone limity inwestycyjne w poszczególne aktywa,

c) prowizje, składki, wynagrodzenie funduszy itd.

a nie innych zasadach. Skoro teraz rząd potrzebuje pieniędzy i sam (poprzez KNF, w którym przecież rządzi) podkłada argumenty (tak jak dane do tego artykułu) i wyciąga wnioski (tak jak cytowany anonimowy urzędnik) to niech się teraz nad tym wszystkim poważnie się zastanowi. Przede wszystkim niech da możliwość wyboru (ZUS czy OFE) i wprowadzi realną konkurencję oraz wynagrodzenie adekwatne do osiąganych wyników. Bo szkoda już tych wszystkich lat i gigantycznych prowizji.

Na koniec, żeby nie stronniczym a tylko wyrazić swoje zdanie, kilka linków do zdania odmiennego.

1) Izba Gospodarcza Towarzystw Emerytalnych

2) Polemika

3) Fakty i liczby

Możecie sobie Państwo przemyśleć argumenty drugiej strony i policzyć stopy zwrotu z lokat i giełdy do 1999 roku (WIG czy WIG20) i wyrobić własne zdanie. Zachęcam.

Polska giełda najsłabsza? To nie jest prawda

Często słyszy się na forach internetowych czy w mediach, że jesteśmy obecnie najsłabszą giełdą na świecie. Jeśli nie patrzy się szerzej rzeczywiście może się tak wydawać, ale wystarczy tylko popatrzyć na wykresy indeksów giełdowych naszych sąsiadów i już widać, że to wcale nie tylko my jesteśmy najsłabsi. Po prostu cały nasz region tak postrzega biegający po świecie w poszukiwaniu zysków kapitał.

Dla przykładu wykresy WIG20 (skala logarytmiczna):

Węgierski BUX (logarytmiczna):

I czeski PX (skala liniowa):

Historical Data Chart

oraz słowacki SAX, gdzie jest najgorzej (też liniowa):

Historical Data Chart

Nie ma więc się tutaj co dziwić, bo jesteśmy traktowani dokładnie tak samo jak nasi sąsiedzi.

Wniosek, od dobrych kilkunastu lat nic się nie zmieniło. Dla wielkich funduszy zagranicznych my, Węgrzy, Czesi i Słowacy to dalej ten sam koszyk. Nie ma więc co narzekać,bo jak widać najbliżsi sąsiedzi mają tak samo. Poza tym wielki kapitał też ma rozum i liczyć zdecydowanie potrafi. Jeśli Polska rzeczywiście zacznie się wyróżniać na tle nudnej Europy to zdecydowanie zostanie doceniona. Tak jak Turcja. I odwrotnie, jeśli będziemy kreatywnie mieszać w tabelkach budżetowych, tak jak robiła to Grecja, również odbierzemy „nagrodę” na indeksach.

Odnośnie wczorajszych/dzisiejszych mocnych spadków na giełdach. Myślę, ze warto obserwować parkiet w Szwajcarii.

O ile ten wskaźnik się nie rozregulował i dalej tak jak ropa naftowa i miedź jest rynkiem wyprzedzającym dla giełd, to jej słabe zachowanie na wzrostach po zakończeniu obecnych spadków może sugerować nadchodzące dla byków większe niebezpieczeństwo.

CYTAT DNIA. Marek Belka o tym, że najgorsze już za nami

Dziś kolejna wypowiedź prezes Narodowego Banku Polskiego Marka Belki

 

Myślę, że najgorsze jest za nami. (…) Moja osobista prognoza tegorocznego wzrostu to ok. 2%, ale może czeka mnie przyjemna niespodzianka. (…) W ogóle nie martwimy się o inflację.

PS. CYTAT DNIA to tylko i wyłącznie cytat i nigdy nie będzie opatrywany żadnym komentarzem piszącego te słowa. Ich zamieszczanie ma znaczenie tylko i wyłącznie informacyjne. Interpretacje, wnioski i oceny należą do czytających. Dla pełnej jasności cytaty są oczywiście wyrwane z kontekstu, dlatego zachęcam do lektury całych artykułów i wypowiedzi z linków. Poprzednie CYTATY DNIA są dostępne tutaj.

Kupował akcje na GPW? Coś chyba zarobi. Francja może pokazać więcej

Ten co ostatnio kupował akcje na warszawskiej giełdzie prawdopodobnie coś tam zarobi, a Amerykanie mogą dociągnąć S&P500 do swoich 1560 punktów. Choć niektórzy mówią, że po takim boczniaku wzrost powinien trwać ze 2-3 miesiące.

Osobiście bym tak daleko w przyszłość nie wybiegał, ale fakt jest taki, że w piątek w USA byki pokazały, że wciąż są silne. Efekt widać dziś na indeksach w Europie, gdzie mamy mocne wzrosty. Widać też, po tym jak giełdy zareagowały na informację o obniżce ratingu Wielkiej Brytanii, że rynku nie ma już złych informacji. A nawet jak są to tym lepiej, bo potem będzie poprawa, a jak nie to drukowanie będzie większe. Dodajmy, że sentyment ostrzega o możliwej euforii już od jakiegoś czasu.

A co na wykresach? Dziś zerknijmy na najsłabszy (oprócz WIG20), czyli francuski CAC40. Moim zdaniem jeśli S&P500 pójdzie tak jak wyżej, to we Francji mamy 4100-4200 punktów.

Generalnie można powiedzieć, że dziś ruszyło w górę wszystko. Jakby Fed nie zastanawiał się ostatnio nad tym czy zakończyć druk (takie góralskie bajanie mimo, że ma możliwości) ale czy drukować miesięcznie  nie 85 mld ale 185. :) Rosną nawet, co się zapowiadało, złoto, srebro oraz ropa i miedź. Choć te dwa ostatnie nieco niemrawo.

Dla szukających powodów zwyżek, może to wina nowego szefa Banku Japonii.

Bankier: Nie warto było inwestować w fundusze akcji

Dziś trochę poradnikowo dla tych co w tych trudnych kryzysowych czasach myślą o zakupie jednostek towarzystw funduszy inwestycyjnych (TFI). A więc, jeśli ktoś myśli o zakupie jednostek akcyjnych TFI powinien przeczytać ten tekst z Bankier.pl. Tekst nie nowy, ale już od jakiegoś czasu korciło mnie żeby do niego się odnieść.

Jeśli czytacie ten akapit, to znaczy, że przeczytaliście już (powinniście) krótki artykuł Bankiera. Z osądem zawartym w jego tytule po części się zgadzam. Bo po co płacić funduszowi/zarządzającym prowizje za zakup i zarządzenie powierzonymi pieniędzmi skoro on zarabia mniej niż główny indeks z którym konkuruje?

Jest jednak jeszcze druga strona medalu i ktoś kto przynosi pieniądze do funduszu inwestycyjnego musi zdać sobie z niej bardzo dobrze sprawę. To nie jest zabawa w kotka i myszkę tylko Twoje zarabiane i odkładane przez lata pieniądze albo spadek/darowizna/lotto itp :) W każdym razie nie chcesz ich stracić. Dlatego TRZEBA albo mieć/trafić na bardzo dobrego i uczciwego doradcę, albo/i PRZEDE WSZYSTKIM/OBOWIĄZKOWO rozejrzeć się/przeanalizować – oczywiście na tyle na ile potrafisz – ten inwestycyjny świat sam. I nie zniechęcaj się, nie jest to trudne.

Fundusze inwestycyjne (zastrzegam, w tej najprostszej formie) oprócz tego, że konkurują z oprocentowaniem lokat konkurują też z giełdą/akcjami i obligacjami. Artykuł dotyczy funduszy akcyjnych więc warto wiedzieć, że na giełdzie oprócz akcji są też indeksy giełdowe, czyli wskaźniki pokazujące zachowanie rynku jako całości lub segmentu. Są jednak nie tylko po to aby pokazać całościowy obraz rynku, ale też właśnie po to aby zweryfikować działania funduszy inwestycyjnych.

Jeżeli kupujesz jednostkę TFI akcyjnego najpierw odpowiedz sobie na 3 pytania (oczywiście po tym jak zdasz sobie sprawę, że akceptujesz ryzyko (i stratę) większe niż na lokacie bankowej i na jak długo inwestujesz):

1) Czy oczekujesz zysków większych niż na lokacie,

2) Czy większych niż wzrost indeksu giełdowego, bo indeks giełdowy/jego dokładne odwzorowanie możesz sobie kupić na giełdzie sam (przez biuro maklerskie) właśnie po wspominanym wcześniej przeanalizowaniu inwestycyjnego światka

3) Czy zadowoli cię wynik gdzieś pośrodku, czyli lepiej od lokaty ale gorzej od indeksu giełdowego.

I teraz zdanie z tytułu artykułu Bankiera, że „Nie warto było inwestować w fundusze akcji” prawdziwe jest tylko wtedy, kiedy stopa zwrotu/zysk z inwestycji w fundusz/e jest mniejszy niż osiągnął giełdowy indeks z którym konkuruje/porównuje się Twój TFI. Wtedy rzeczywiście możesz powiedzieć, że to się nie opłacało, a zarządzający, którym de facto płacisz nie wykonali roboty za dobrze.

Jeśli jednak od razu uświadomisz sobie, że zadowoli Cię odpowiedź twierdząca na pytanie 1) i/lub 3) to stwierdzenie z tytułu artykułu Bankiera nie jest prawdziwe. Dodatkowo dodam, że moim zdaniem, ktoś kto inwestuje w fundusze powinien zdawać sobie sprawę, że okresem do jakichkolwiek porównań dla TFI jest minimum pół roku, a praktycznie rok.

Na dodatek pokonanie swojego indeksowego konkurenta przez jakiś TFI jest czasem a nawet często trudne. Zachęcam do porównywania np. tych stóp zwrotu z ich konkurentami indeksami giełdowymi oraz przemyślenia sprawy zanim podejmie się ostateczną decyzję.

Złoto i srebro w bardzo ważnym punkcie

Na giełdach wreszcie coś zaczęło się dziać, a złoto i srebro nie zrobiły psikusa i po spadku, co sugerowały ich mocne wykresy tygodniowe i miesięczne, znalazły się w bardzo ciekawym punkcie. Po raz czwarty albo nawet piąty będziemy w przedziale wsparcia na ok. 27,5-28,5 dla srebra oraz 1550-1650 dla złota.

Nie jest więc wykluczone że tutaj rynek będzie próbował odbić. W każdym razie tutaj, tak jak ostatnio na warszawskiej giełdzie, ktoś próbuje wyprzedzać rynek i robi większe zakupy. Widać to znowu po wolumenach tutaj i tutaj.

Miejsce jest nieprzypadkowe, wolumen jest nieprzypadkowy więc zobaczymy na ile stać kupujących. Moim zdaniem coś powinno odbić (tym bardziej,że sentyment jest bardzo niedźwiedzi) ale takie jak obecnie zakończenie tygodnia czy też bardziej miesiąca sugeruje zejście srebra w dłuższej perspektywie w rejon ok. 24 dol za uncję a złota ok. 1470 dol. Do końca miesiąca jeszcze trochę zostało więc na razie zobaczmy jak poradzi sobie popyt.

CYTAT DNIA: O nadchodzących dobrych kwartałach na GPW i o tym, że nie grozi nam już wielka katastrofa

1) Andrzej Lis, zarządzający funduszami Noble Funds TFI, za Pulsem Biznesu:

„… .Przed nami co najmniej kilka dobrych kwartałów na giełdzie. Awersja do ryzyka spadła i rozpoczyna się prawdziwe, fundamentalne inwestowanie. Widać, że zarządzający wykorzystują aktualną korektę na GPW do zwiększania zaangażowania w akcje i budowania pozycji pod oczekiwane zwyżki.”

2) Jacek Rostowski, minister finansów, za Pulsem Biznesu:

„…to co stało się latem 2012 zapewniło wszystkich, w tym zwykłych obywateli UE, że już nie grozi nam rozpad strefy euro i wobec tego także rozpad UE; nie grozi nam ta wielka katastrofa”.

PS. CYTAT DNIA to tylko i wyłącznie cytat i nigdy nie będzie opatrywany żadnym komentarzem piszącego te słowa. Ich zamieszczanie ma znaczenie tylko i wyłącznie informacyjne. Interpretacje, wnioski i oceny należą do czytających. Dla pełnej jasności cytaty są oczywiście wyrwane z kontekstu, dlatego zachęcam do lektury całych artykułów i wypowiedzi z linków. Poprzednie CYTATY DNIA są dostępne tutaj.

W objęciach stagflacji, czyli jak to już na giełdach bywało

W USA na giełdach jest mocne poszukiwane szczytu i jak widać po ostatnich notowaniach miedzi

i ropy naftowej

możliwe, ze ten szczyt rzeczywiście wreszcie nadchodzi.

Nie byłbym jednak wcale zdziwiony gdyby np. SP500 udało się zawieźć w okolice 1550 czy 1560 (czy nawet wyżej). Tam jest,jak widać po analizach z USA, konsensus analityków i tam ma stop na ładowane obecnie do portfela krótkie pozycje największy od jakiegoś dłuższego czasu niedźwiedź rynków giełdowych Robert Prechter.

Ogólnie sytuacja jest jednak dość patowa i bardzo dziwna, bo jest – patrząc po wolumenach – praktycznie zanik handlu. Fundusze inwestycyjne w USA mają najmniej gotówki w historii, insiderzy sprzedają jak moga, a sentyment/optymizm jest na poziomach stratosferycznych. To są ewidentne i bardzo mocne sygnały korekty, ale…

…Nie od dziś też wiadomo, ze rynki zaburza nieco Fed (i inne główne banki) swoim 85 mld drukowaniem, a po doniesieniach z Wal-Marta moze się okazać, ze ten druk w marcu jeszcze wzrośnie. Z takim czymś niedziwiedzie nie wygrają (co mówi już dawno zeenek) i jedyne co można powiedzieć, to że jest to wszystko ekstremalnie niebezpieczne i zarabiać dalej z trendem i głównym prowadzącym rynki albo stać z boku.

Co do Apple, to też taka dziwna wielka spółka, która może rosnąć gdy cały rynek mocno leci jak w 2011 roku i spadać, gdy cały rynek bije rekordy jak teraz.

Jeśli będzie to wszystko tak wolno i bez emocji trwało to może sobie trwać dalej długo.

Niestety, giełdy i rynki są teraz pełne sprzeczności przez właśnie działania Fed i innych. Albo może inaczej,  nie wiemy jak wyglądałyby rynki bez działań Fed (możemy jedynie domniemywać), więc zakładamy, że to „robota” drukarek Fed i innych.

Balon giełdowy/rynkowy puchnie od nadmiaru gotówki, ale ten balon jest jednocześnie pod betonową kopułą, którą też jest Fed i banki centralne. To coś jak Czarnobyl smile Bo jeśli już weszło się na drogę takiego drukowania to nie ma z niej odwrotu dopóki gospodarka szybciej nie ruszy. I mniejsza teraz o skutki uboczne bo wydaje się, że są narzędzia, które w wypadku rozpoczęcia mocniejszego ożywienia, z tego balona delikatnie i bez szkody wypuszczą powietrze.

A gospodarka mocniej ruszy jeśli długi spadną do rozsądnych poziomów. Póki co zwykły konsument delikatnie się oddłużył, ale trzeba też pamiętać, że jego dług częściowo zabrało na swoje rachunki państwo/a, czyli rząd, czyli podatnicy, czyli konsumenci :)  A rządom budżety się nie domykają więc oprócz tego ze drukują (co podnosi inflację) to jeszcze drastycznie podnosza podatki i uszczelniają system (to działa deflacyjnie) co dusi ewentualny/rozpoczynający się wzrost gospodarczy. Taka spiralka.

STAGFLACJA

Mamy stagflacje ot i wszystko. Wystarczy porównać wykresy SP500 czyDow Jones z lat 1970-tych i teraz od 2000 roku.


Jak na chwilą odpuści, bo któraś z części długu (konsument, kraj, duży bank/firma) nie wytrzymuje to jest deflacja, zassanie gotówki, spadki na giełdach i umocnienie dolara, (co może nawet znów się teraz zaczyna) ale wtedy jeszcze ostrzej do roboty biorą się/wezmą się drukarze. I w efekcie tak się kiwamy już ładnych kilka lat. A wszystko przez ten jeden wielki przygniatający do ziemi dług, teraz po kryzysie z 2008 roku bardziej rządowy.

Możliwe rozwiązania tego pata jakie przychodzą do głowy to:
1) albo rynek zacznie działać sam i któreś naprawdę duże państwo się wywróci i zacznie się globalna restrukturyzacja państwowych długów (1 kandydat to nomen omen Japonia) i ucieczka z państwowych obligacji w akcje surowce itp.czyli wszystko co nie państwowe
2) albo to obecne drukowanie okaże się drogą słuszną (póki co nie chce mi sie w to wierzyć, ale…), a banki centralne po rozpoczeciu wzrostu gospodarek zaczną powoli ściągać z banków i rynków nadpłynność. Oczywiście będzie to proces długi (lata) i nie obejdzie się bez małych zawirowań, ale jest to i tak wariant dla wszystkich konsumentow a zwłaszcza rządzących (odtrąbią sukces, co czasem już mam wrażenie się dzieje) najbardziej miękkiego lądowania. I tak maja też plan. Na razie on nie za bardzo niestety działa, ale poczekajmy.
3) albo decydenci siądą przy stole i globalnie zredukują/zrestrukturyzują wzajemnie swoje długi.

A tak po prawdzie, to znając życie rynek pewnie wybierze zupełnie inne rozwiązanie. :)

PS. Wpis jest rozwiniętą opinią jak zdarzyło mi się popełnić na forum Polityka i Gospodarka.

Ktoś kupił akcje na warszawskiej giełdzie

Na warszawskiej giełdzie zrobiło się wreszcie ciekawiej, przynajmniej jeśli patrzy się na nią przez pryzmat wolumenu na WIG20. Jak widać na poniższym wykresie wtorek i środa to wyraźny wzrost wolumenu/obrotów, a piątek zwyżka indeksów.

Tak wiem, że to TPSA ale jeśli patrzy się na całość, czyli tylko wykres WIG20 widać wyraźnie, że ostatni taki skok wolumenów miał miejsce pod koniec grudnia. Czyżby więc ten który wtedy sprzedał teraz odkupuje? Moim zdaniem jest to bardzo realne. Czy będzie kupował dalej, czy już nie, tego oczywiście nie wiadomo.

Wydaje się jednak, że może teraz chcieć zarobić kilka procent (a przynajmniej będzie próbował) tym bardziej, że liczba otwartych pozycji na kontraktach na WIG20 znacząco wzrosła i jest powyżej 120 tys. Na co liczy? Myślę, że na nowe szczyty w USA. Musi jednak bardzo uważać, bo spadki na ropie i miedzi ostrzegają.

Najniższa w historii ilość gotówki w portfelach amerykańskich funduszach inwestycyjnych

W grudniu 2012 roku w portfelach amerykańskich funduszy inwestycyjnych ilość wolnej gotówki była znowu najniższa w historii i wynosiła jedynie 3,3 proc. aktywów. Do trzech razy sztuka?

Informacje te wraz z wykresem (tam też i tabela) pochodzą ze strony http://home.comcast.net/~RoyAshworth/Mutual_Fund_Cash_Levels/Mutual_Fund_Cash_Levels.htm

http://home.comcast.net/~RoyAshworth/Mutual_Fund_Cash_Levels/Mutual_Fund_Cash_Levels_files/image002.jpg

Tak niska wartość gotówki miała też miejsce w marciu 2012 roku oraz w lipcu 2011 roku. W każdym z tych przypadków miała miejsce większa korekta:

Czy tak będzie i tym razem? Tego nie wie nikt, ale z pewnością jest to kolejne poważne ostrzeżenie dla byków.

Autor strony zauważa też, że tak niskie stany dolarowe w TFI w USA są możliwe ze względu na działania amerykańskiego banku centralnego, który pompuje w tamtejszy rynek finansowy oszałamiające ilości nowego pieniądza. Od stycznia jest to ponad 80 mld dolarów. Nie ma się wiec co dziwić, że misom zarobić pieniądze na giełdzie jest baaardzo ciężko. Po prostu trudno walczyć z drukarką póki rosną drzewa. :)

Moim zdaniem takie działania w dłuższym terminie przyniosą więcej szkody niż pożytku, ale szefowie Fed i Obama „nie pozwolili upaść” w 2008 roku więc teraz muszą pokazać konsekwencję. Z resztą od polityków i rządzących państwowymi finansami wymaga się w wypadku nagłego kryzysu działań, które go złagodzą i tak właśnie się dzieje. Przynajmniej na krótką metę. Tyle, że sprężyna się naciąga, bo zadłużone firmy/banki nie zbankrutowały a kraje/budżety wzięły od nich długi i same mają jeszcze większe niż miały. Jest na to sposób, kraje musiałyby zredukować swoje długi w wyniku jakiegoś globalnego porozumienia. Tak się zapewne jednak nie stanie, więc możemy jeszcze trochę pokisić się w tym ciężkim stagflacyjnym sosie zanim zakończy go zapewne kolejny wielki kryzys.

Oczywiście rządzący mogli wybrać drogę „pozwólmy im wszystkim zbankrutować, a potem zabierzmy się do roboty/sprzątania”, ale gdyby tak zrobili zapewne już by nie siedzieli na swoich stołkach i dodatkowo oskarżeni by zostali o zaniechania i przeszli do historii jako ci, którzy doprowadzili do gigantycznego wzrostu bezrobocia i kryzysu. Czy mieli więc wybór?

PS. A propos „do trzech razy sztuka”. Zanany analityk fal Elliotta Robert Prechter, któremu ostatnio niestety niezbyt się wiedzie i przez sporą grupę inwestorów uważany jest za giełdowy antywskaźnik, zaleca podobno teraz maksymalizację krótkich pozycji ze stopem na poziomie 1560 punktów dla S&P500.

CYTAT DNIA. Marek Belka o tym czy kryzys w UE został opanowany i dlaczego trzeba zabrać się za inwestowanie

Prezes NBP Marek Belka w wywiadzie dla www.obserwatorfinansowy.pl:

„… . Dlatego prawdziwie racjonalny inwestor już dzisiaj powinien zabrać się za inwestowanie, dlatego, że za rok gospodarka już będzie szła na pewno w znacznie lepszym tempie i można się spóźnić.”

„… .Na pewno jest ona dzisiaj w lepszym stanie, niż rok temu. Rok temu mówiło się o możliwości jej rozpadu. Dzisiaj już nikt, może za wyjątkiem prof. Krzysztofa Rybińskiego, tego nie mówi. Kryzys został opanowany. (…) Za wcześnie jeszcze mówić, że strefa euro wszystkie kłopoty ma już za sobą. Wiele może się jeszcze w niej wydarzyć, ale nie grozi już zawalenie całej konstrukcji.”

PS. CYTAT DNIA to tylko i wyłącznie cytat i nigdy nie będzie opatrywany żadnym komentarzem piszącego te słowa. Ich zamieszczanie ma znaczenie tylko i wyłącznie informacyjne. Interpretacje, wnioski i oceny należą do czytających. Poprzednie CYTATY DNIA są dostępne tutaj.

Boryszew jako wskaźnik wyprzedzający. Czyżby?

Dziś wpis z kategorii – ciekawostka. Śledząc notowania giełdowe rzuca się w oczy ostatnio Boryszew. Akcje tej spółki tracą mocno na wartości mimo silnego i bardzo popularnego wśród polskich inwestorów akcjonariusza jakim jest Roman Karkosik.

Nie o Romanie Karkosiku będzie jednak ten wpis, a o wykresie giełdowym jego flagowej spółki. Otóż jeśli spojrzymy na ów wykres w dłuższej perspektywie i porównamy go z WIG20:

to widzimy jak swoim mocniejszymi ruchami pokazuje nam czy też prawie wyprzedza nam większe i dłuższe ruchy cen na całym rynku. Na wykresie powyżej widać jak ładnie kurs Boryszewa przewidział duży dołek w 2009 roku szczyt w 2007 czy też dołek w 2002/2003 roku. Z kolei na krótszym wykresie poniżej, widać, że idealnie zaprognozował też większy spadek w 2011 roku.

Czy wobec tego jego obecną przecenę można uznać za prognozę kolejnego mocnego spadku WIG20? Oczywiście tak, ale… . Trzeba zaznaczyć, że przy takich porównaniach nie ma wskaźnika idealnego. One po prostu zawsze kiedyś się kończą. I najtrudniej tutaj odpowiedzieć kiedy i czy to aby nie już.

To już nie są żarty. Bardzo niskie wolumeny na giełdzie w USA. Ciekawie na złocie i srebrze

Poniedziałek to był bardzo ciekawy dzień na giełdzie w USA. Nie wiedzieć czemu okazało się bowiem, że inwestorzy praktycznie nie chcą handlować.

Wolumeny na Wall Street były tak niewielkie jakby niebawem zaczynały się nawet nie wakacje, ale okres świąteczno-noworoczny lub wielkanocny. I tak np. w przypadku indeksu Dow Jones taka jak wczoraj wielkość miała miejsce 8 października 2012 roku. Wykresy do obejrzenia tutaj:

1) DOW Jones: http://stockcharts.com/h-sc/ui?s=$indu

2) Nasdaq: http://stockcharts.com/h-sc/ui?s=$ndx

3) S&P500:  http://stockcharts.com/h-sc/ui?s=$spx

Wtedy 8 października 2012 był to początek spadków, czy teraz będzie podobnie? Możliwe, ale póki co jedynymi wskaźnikami to sugerującymi są wskaźniki bardzo byczego sentymentu, które są na poziomach ze szczytów w 2000 lub 2007 roku. Poza tym układ świec na wykresach sugeruje, że mimo tego optymizmu możliwe jest jeszcze postawienie kropki na i i wybicie historycznych szczytów na Dow Jones i S&P500. Wtedy wskaźniki optymizmu poleciałyby zapewne nie tyle w stratosferze, bo one już tam są, ale na księżyc.

Tak czy siak, byki powinni być mocno czujne, a obecny tydzień może okazać się kluczowy dla dalszego rozwoju wypadków.

Warto też jeszcze dodać, że tendencja wśród amerykańskich analityków jest obecnie taka, że indeks S&P500 zanim zacznie być może mocniejszą korektę powinien dociągnąć do poziomu 1560 punktów.

Złoto i srebro

Bardzo ciekawie rysuje się też sytuacja na towarach, szczególnie złocie i srebrze w krótkim, może maks. kilku/miesięcznym terminie. Tutaj niby mamy wybicie w dół i bardzo realne dalsze spadki, ale złoto i srebro często lubią robić takiego zmyłkowego psikusa.

Nie zmienia to faktu, że w dłuższej perspektywie zdrowe dla złota byłoby zejście poniżej 1600 dolarów za uncję co sugerują ich wykresy tygodniowe i miesięczne.

Co do ropy i miedzi, to teoretycznie wyglądają prowzrostowo, ale więcej będzie można powiedzieć po zakończeniu dzisiejszego handlu. Odnośnie ropy niebawem postaram się zrobić całkiem oddzielny wpis.

CYTAT DNIA: Prezes KGHM o 20 miliardach dolarów

Dziś wypowiedź prezesa KGHM Polska Miedź Herberta Wirtha za serwisem Wyborcza.biz i http://www.wnp.pl:

„… . Jesteśmy w jednej trzeciej drogi, by być spółką w pełni globalną o waluacji około 20 miliardów dolarów. Sądzę, że jest to cel do końca 2020 roku.”

PS. CYTAT DNIA to tylko i wyłącznie cytat i nigdy nie będzie opatrywany żadnym komentarzem piszącego te słowa. Ich zamieszczanie ma znaczenie tylko i wyłącznie informacyjne. Interpretacje, wnioski i oceny należą do czytających. Poprzednie CYTATY DNIA są dostępne tutaj.

Agresywna wyprzedaż akcji przez insiderów

Dziś wpis i informacja z gatunku kolejnego mocnego ostrzeżenia dla kupujących akcje. Insiderzy, czyli udziałowcy i kadra zarządzająca w amerykańskich spółkach wyprzedaje akcje w niepokojąco dużych ilościach. Tak twierdzi analityk Marc Hulbert, który na bieżąco śledzi ich zachowanie.

To źle, bo przecież takie osoby wiedzą o tym co w firmie piszczy najwięcej.

Jak podaje Hulbert powołując się na Vickers Weekly Insider Report w tygodniu zakończonym w piątek 1 lutego stosunek ilości akcji sprzedanych do kupionych na giełdzie w Nowym Jorku wynosił aż 9,20 do 1. Ostatnia tak wielka podaż ze strony zarządzających miała miejsce w lipcu 2011 roku, a więc tuż przed mocną przeceną głównych indeksów.

Insiderzy sprzedają mocno akcje już od kilku ładnych tygodni.

Informacja mówi sama za siebie, więc zbytnio komentować jej nie trzeba. Warto natomiast jedynie podać kilka linków z tego bloga na temat bardzo byczego sentymentu panującego na Wall Street.

Oczywiście wszystko to nie oznacza, że spadki na giełdzie rozpoczną się zaraz, bo wskaźniki insiderów i sentymentu mogą być przecież jeszcze wyższe. Posiadacze akcji muszą jednak uważać, bo w piątek na wzrostowej w końcu sesji wolumeny były bardzo małe. Wiem, że to piątek, ale mimo wszystko.

CYTAT DNIA. Małe i średnie spółki na warszawskiej giełdzie

Od dziś nowy element na blogu. „CYTAT DNIA” to oczywiście subiektywny wybór autora bloga lub nadesłany przez czytelników. Jest to tylko i wyłącznie cytat i nigdy nie będzie opatrywany żadnym komentarzem piszącego te słowa. Ich zamieszczanie ma znaczenie tylko i wyłącznie informacyjne. Interpretacje, wnioski i oceny należą do czytających.

Zaczynamy. Dziś Wojciech Białek, analityk CDM Pekao SA na swoim blogu http://wojciechbialek.blox.pl:

„… . Zaryzykowałbym wręcz stwierdzenie, że ktoś kto nie zwiększa zaangażowania w akcje małych spółek (np. kosztem dużych spółek, czy też kosztem obligacji skarbowych będących po 2 latach hossy) w takiej sytuacji jak obecna (oczywiście za sumę, której strata – w przypadku pomyłki – nie przyprawi o bezsenność), nie powinien tego robić w ogóle. Niekupowanie akcji, gdy należy to robić, kończy się zwykle kupowaniem ich, gdy robić tego nie należy…”

Giełda w Japonii na szczycie?

Zachowanie giełdy japońskiej w styczniu i początkach lutego sugeruje, że możemy mieć do czynienia ze średnioterminowym szczytem notowań. Wskaźniki typu RSI są już bardzo wysoko, a volumen który widać poniżej w styczniu był większy aniżeli w czasie silnego spadku na początku 2011 roku.

Tak wielki wolumen jest w tym przypadku i dobry i zły. Dobry dlatego, że Nikkei pokonał przy tym swój ostatni znaczący wierzchołek z początku 2010 roku, co w długim terminie jest bardzo dobre, gdyż sugeruje możliwość rozwinięcia się prawdziwego trendu wzrostowego na lata.

Zły jest natomiast dlatego, że może oznaczać to co napisałem powyżej czyli średnioterminowy szczyt. W każdym razie jakiś zaczątków akumulacji można się tutaj doszukiwać. Tutaj widać to jeszcze lepiej.

Miedź, KGHM i spadający WIG20

WIG20 na warszawskiej giełdzie sobie spada. Być może z racji tego, że nieco wyprzedził ruch spadkowy na większych giełdach w Europie ten spadek od dziś może być nieco mniejszy, a może nawet coś tam urośnie. Jednak wydaje się, że ważniejsze dla nas niż zachowanie się giełd światowych może być to jak zachowa się cena miedzi (copper).

Wykres długoterminowy miedzi wygląda tak:

czyli krótko mówiąc kiepsko. W 2008 roku kryzysowy spadek, potem nowy szczyt wielki wolumen, spadek w 2011 roku i odbicie zdechłego kota. Wychodzi więc, że teraz prawdopodobny jest spadek nawet jeśli będziemy mieli wybicie w górę (będzie moim zdaniem fałszywe) z tego trójkąta:

Dlaczego ma spadać? Bo w USA pokazały się słabe dane co pokazuje, że ten rok wcale nie musi być taki hiperoptymistyczny jak malują go analitycy. Oprócz wskaźników makro z USA i wskaźników sentymentu które są bardzo wysoko coś o gospodarce może mówić w skrócie indeks cen za przewozy towarów statkami ze strony http://www.dryships.com/pages/report.asp:

A teraz kurs KGHM:

Widać, że ostatni wzrost nie jest potwierdzony obrotami a jak może wyglądać spadek pokazały ostatnio indeksy w Europie. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że to jest warszawska giełda, ale fakt jest faktem.

Podsumowując. Miedź i KGHM są teoretycznie gotowe do spadku, ale może to być póki co jedynie mocny spadek korekcyjny, bo jak np. zapowiedział szef Banku Japonii politykom i ekonomistom zależy teraz na wywołaniu inflacji.

Treści przedstawione we wpisach na blogu są prywatnymi opiniami autora i nie stanowią rekomendacji inwestycyjnych w rozumieniu Rozporządzenia Ministra Finansów z dnia 19 października 2005 roku w sprawie informacji stanowiących rekomendacje dotyczące instrumentów finansowych, ich emitentów lub wystawców (Dz. U. z 2005 roku, Nr 206, poz. 1715). Autor nie ponosi odpowiedzialności za decyzje inwestycyjne podjęte na podstawie niniejszego artykułu, ani za szkody poniesione w wyniku decyzji inwestycyjnych.

Giełdy w Europie zanurkowały. Czy Francja jest totalnym bankrutem?

Sugestia z wcześniejszego wpisu rozpoczęcia szybkiej/mocnej spadkowej korekty zaistniała na rynkach nad wyraz szybko. Nad wyraz żywiołowo zaczęły też spadać niektóre giełdowe indeksy w Europie. I tak np. cały styczeń w przypadku np. giełdy niemieckiej czy francuskiej został skasowany w jeden dzień. No ale cóż tak to jest jak się rośnie bez obrotów/wolumenów i nie patrzy na to co wcześniej pokazuje giełda warszawska.

Giełda w USA, jak to zwykle bywa, nie przejmuje się zbytnio wielkimi nerwowymi ruchami inwestorów z Europy i spada sobie w normie. Czy będzie mocniejsze tąpnięcie? Wydaje się, że tak, ale odpowiedź powinna nam spróbować dać sesja wtorkowa lub/i środowa. Na dziś, czyli po handlu w poniedziałek, można powiedzieć, że w zasadzie wszystkie główne indeksy USA wyglądają na tyle słabo, że mogą zaliczyć (być może po wtorkowym słabym odbiciu) podobne tąpnięcie jak w Europie.

Czy Francja jest bankrutem?

Wracając jeszcze do Europy, a konkretnie do Francji. Kilka dni temu tamtejszy minister pracy powiedział podobno, że „Francja to totalnie zbankrutowane państwo”. Minister powiedział, drugi minister zdementował. Zobaczmy wobec tego co widać na wykresie CAC40, czyli giełdy francuskiej w dłuższym niż wyżej terminie:

Jak widać jest słabo, a nawet bardzo słabo. Można powiedzieć, porównując do niemieckiego Dax, że odbicia po spadku z 2008 praktycznie nie było. Bardzo źle, bo to przecież praktycznie druga gospodarka w Europie.

Dodatkowo socjalizm jaki tam się rozwija jest chyba najbardziej agresywny w Europie (patrz 75-proc. podatek dla najbogatszych i związana z nią możliwa ucieczka kapitałów). A czym się socjalizm kończy to my już doskonale wiemy. Dlatego rację może mieć Martin Armstrong, który mówi, że Francja wygląda gorzej niż Grecja i to ona będzie teraz wiercić dziurę w szalupie ratunkowej jaką płynie Unia Europejska.

 

Wielki optymizm zarządzających akcjami – dodatek plus wyliczanka dla giełdy w Warszawie

W poprzednim wpisie zapomniałem podać dwóch baaardzo ciekawych rzeczy, więc uzupełniam.

Po pierwsze, tak jak napisano na stronie internetowej NAAIM wskaźnik może przyjmować wartości od -200 do +200. Biorąc więc pod uwagę historyczną krótkość zbieranych danych (tylko od 2006 roku) jeszcze trudniej jest trafnie wytypować szczyt. Choć tutaj pomocny może być ten wykres sentymentu (ależ amplituda prawda?) dla Nasdaq ze strony http://www.market-harmonics.com, gdzie widać, że jesteśmy blisko:

Po drugie, ważna dla chcących typować szczyt, może być informacja, że najbardziej negatywnie nastawiony zarządzający w tym badaniu miał 60 proc. portfela w pozycji long, czyli na wzrost cen aktywów/akcji. To też jest wynik historyczny i stąd moja wcześniejsza sugestia o możliwej teraz krótkiej korekcie.

Wyliczanka dla giełdy w Warszawie

A teraz coś dla inwestorów w Warszawie. Na blogu Stoje i Patrze (którego pozdrawiam i polecam do czytania), który też opisał ten wskaźnik, znalazłem jedną z lepszych w ostatnio wyliczanek dotyczącą próby prognozowania zachowania się indeksów na polskiej giełdzie. Użytkownik KW pisze tak:

Jedyną grupą kupującą akcje na GPW na rynku wtórnym są praktycznie wyłącznie zachodni gracze, którzy mają rekordowe w historii zaangażowanie w papiery. Każdy liczy na OFE, że skupią papiery jak będzie taniej i tu przypuszczam będzie największe rozczarowanie…

Po całość wypowiedzi odsyłam na blog SiP. Mój komentarz jest taki, że są to bardzo ale to bardzo sensowne wyliczenia.

Poza tym uważam, że wprowadzenie OFE było decyzją dobrą. Złą było natomiast nie danie ludziom możliwości wyboru pozostania w ZUS. Drugą złą było odgórne ustawowe narzucenie limitów inwestycyjnych (decyzje taką powinni podejmować zarządzający) w poszczególne aktywa co praktycznie wyeliminowało konkurencję między funduszami. Tym bardziej, że było ich tak mało.

PS. Gdyby ktoś chciał zobaczyć więcej wykresów wskaźników sentymentu i ciekawą dyskusję polecam zaglądnąć tutaj: http://theshortsideoflong.blogspot.com/2013/02/equities-in-euphoria.html

Wielki optymizm amerykańskich zarządzających akcjami

Swego czasu pisałem o wskaźniku NAAIM, który obrazuje zaangażowanie amerykańskich zarządzających aktywami/funduszami/portfelami w akcje i ine instrumenty wyższego ryzyka. Wtedy na końcu grudnia te wartości były już naprawdę wysokie, jednak dane jakie przyniosła ankieta z tego tygodnia przebiły wszystko co do tej pory publikowano.

Wartość zaangażowania w akcje wyniosła 104.25 co oznacza, że jest to wartość bodaj najwyższa w historii badania oraz że zarządzający zwiększają zaangażowanie na kredyt. Takiej wartości nie było nawet w 2007 czy 2008 roku. Oto wykresy:

1) Z oficjalnej strony organizacji (wykres fioletowy)

2) wykres długoterminowy za http://equitybriefcapital.wordpress.com/2013/01/31/record-bullish-reading-on-naaim/ i http://www.decisionpoint.com:

http://equitybriefcapital.files.wordpress.com/2013/01/naaimsurveyreading.jpg

Co to wszystko oznacza? Ano nie musi oznaczać, że już rozpoczynamy spadki, bo np. na początku 2007 roku też mieliśmy wartość 100 jednak po chwilowej korekcie indeks S&P500 – mimo, iż był w boczniaku – nowe szczyty robił jeszcze do września/października.

Drugi argument za tym żeby się zbytnio nie spieszyć z prospadkowym nastawieniem znalazłem na blogu Wojciecha Białka. Wygląda on tak jak tu na wykresie.

Moim jednak zdaniem, możliwe jest, że zrealizujemy scenariusz zakreślony we wpisie 29 stycznia: „…ale jeśli założyć, że teraz będziemy mieli szybki powiedzmy 3-5 proc. korekcyjny spadek indeksów w USA, a Apple wyprzedza rynek, to…„.

WIG20 wiedział o spadku PKB w USA. Akumulacja czy dystrybucja na GPW?

Mimo kolejnych szczytów i mocnych wzrostów głównych światowych indeksów warszawska giełda zachowuje się ostatnio delikatnie mówiąc słabo. Dystrybucja to czy akumulacja? Sprawdźmy.

Jeśli nałożyć na siebie wykresy S&P500 oraz WIG20 widzimy to co poniżej, czyli ostatnia taka ale dokładnie odwrotna sytuacja miała miejsce na przełomie października i listopada 2012 roku (patrz wykres poniżej). Wtedy byliśmy po okresie spadków i mimo przeceny w USA nasz rynek konsolidował się aż do pierwszej dekady listopada. Później śmiało ruszył w górę i rósł nie zważając na szarpanie za oceanem fiskalne klify i inne negatywne zjawiska:

Wzrost zakończył się praktycznie dokładnie z końcem roku i tak jak wcześniej nie zważając na rekordy hossy na świecie spadł i znów się konsoliduje. Co z tego będzie? Na zasadzie analogii można próbować domniemywać , że dalszy boczniak lub spadek, ale poczekajmy, bo właśnie się okazało, że WIG20 wiedział o spadku PKB w USA w ostatnim kwartale 2012 roku.

Jedna z przyczyn takiego zjawiska to coraz mniejsza płynność naszego głównego parkietu. Gdyby przynajmniej nie było OFE… :)

Ropa, złoto, srebro, Dow Jones, Apple, IBM i co teraz?

Ten wpis miał powstać kilka dni temu, ale dobrze, że powstaje teraz, bo bardzo ciekawa sytuacja zarysowała się na rynku amerykańskim.

Zacznijmy od złota, na którym (mimo iż handel jest konsolidacyjny) ostatnio trochę się działo (gdyby komuś nie otwierały się wykresy z tekstu polecam wejście na http://stockcharts.com/freecharts/index.html i wybieranie odpowiednich symboli) i którego cena walczy o dobre zamknięcie na koniec stycznia. A zamknięcie w styczniu może być moim zdaniem kluczowa dla dalszego rozwoju wypadków.

Jak widać na tym wykresie cena kruszcu zbliża się do swoich minimów z 2 ostatnich miesięcy. Nie widać, tak jak ostatnio że wchodzi czy wychodzi tutaj ktoś naprawdę duży, ale można zaryzykować stwierdzenie, iż w wypadku rozpoczęcia spadków na giełdach będziemy mieli wzrost (możliwe, że początkowo też pogłębienie dołka).

Taką możliwość potwierdza też srebro, które wydaje się jakby bardziej na tym etapie akumulowalne przez większych inwestorów i nieznacznie mocniejsze od złota. Trzeb będzie się zastanowić czy w przyszłości większe procentowo zyski nie będą właśnie udziałem tego metalu.

Co jeszcze widać na surowcach? Widać ropę naftową, z której chyba ktoś większą właśnie wyszedł sądząc po wolumenach. Minus jest taki, że ewentualnego przyszłego spadku cen ropy nie do końca potwierdza zachowanie się miedzi, ale może to jeszcze nie jej czas:

 

A co na akcjach?

Na akcjach w USA bardzo ciekawie. Dow Jones Transport ewidentnie wskazuje na spadek, przynajmniej korekcyjny, tak po wolumenie jaki i RSI. Podobnie choć  nie tak mocno jest też na DJI.

Najciekawiej jest za to na spółkach. I tak Apple kupił ktoś na przecenie z naprawdę dużym portfelem.

Czy uda mu się zarobić? Nie wiem, ale jeśli założyć, że teraz będziemy mieli szybki powiedzmy 3-5 proc. korekcyjny spadek indeksów w USA, a Apple wyprzedza rynek, to jeszcze przed jego zakończeniem ruszy w górę. Wielkich możliwości zarobku tam nie widzę, ale mooooże do maja te 580 dol uda się osiągnąć. I chyba na to liczy kupujący.

Żeby być bardziej obrazowym, co może stać się z kursem Apple wystarczy zerknąć na IBM (składnik Dow Jones). Tutaj mamy sytuację dokładnie odwrotną, bo wygląda, że ktoś właśnie pozbył się dużego pakietu akcji.

I na koniec, żeby drukowane pieniądze, które baaaardzo szerokim strumieniem wylewają się na rynek finansowy zbytnio nie przesłaniały obrazu sytuacji w realnej gospodarce (która oczywiście też coś tam z nich skorzysta) długoterminowy wykres General Electric, spółki nazywanej często właśnie gospodarką w pigułce.

Najdłuższe spowolnienie III RP

Krótki wpis o tym co dzieje się w gospodarce według, moim zdaniem, najlepszego na polskim rynku wskaźnika pokazującego sytuację w gospodarce.

W poprzednich wpisach sugerowałem, że mimo iż na wykresach długoterminowych polskich wskaźników makroekonomicznych widać coś w rodzaju dna, to odbicie może nie być tak silne jak poprzednio. Możliwe, że zanim ono naprawdę wystąpi będziemy mieli tzw. ubijanie dna lub konsolidację, czyli bardzo męczące zjawiska.

Dziś, jakby trochę na potwierdzenie tej tezy, Bankier publikuje odczyt i omówienie Wskaźnika Wyprzedzającego Koniunktury liczonego przez Bureau for Investment and Economic Cycles (BIEC). Po więcej ddsyłam to publikacji, a na blogu tylko dwa cytaty:

1) „Powolne ale uporczywe przejawy spowolnienia gospodarczego trwają już 25 miesięcy czyli najdłużej od początku lat 90-tych.”

2) „Wszystko wskazuje, że obecna fala kryzysu będzie miała nieco mniej gwałtowny przebieg niż ta sprzed pięciu lat, jednak może trwać znacznie dłużej.”

Bardzo słabe dane z Polski, część druga

Zgodnie z zapowiedzią dziś wpis o kolejnej porcji bardzo słabych danych makroekonomicznych z polskiej gospodarki. Poprzednio dowiedzieliśmy się z mediów, że jest źle, a nawet bardzo źle.  Wykresy długoterminowe pokazują sporą słabość. Jednocześnie zaznaczyłem jednak, że widać też na nich pewien powiew optymizmu, czyli: jest tak źle, że trudno będzie o znacząco gorsze dane. Najbardziej moim zdaniem negatywny dla nas scenariusz teraz to utrzymanie się niskich czy minimalne nawet lepszych odczytów przez dłuższy czas – około pół roku, rok.

Takie same wnioski można wysnuć po publikacji (w czwartek) kolejnej porcji makrowskaźników. Chodzi o sprzedaż detaliczną i bezrobocie. Posilę się tutaj wykresami Bankiera, które w w momencie pisania tekstu nie były zaktualizowane (może zaraz będą), ale i tak są przydatne:

wykres

wykres

Podchodząc do tych wykresów jak do wykresów spółek giełdowych w analizie technicznej można powiedzieć, że istnieje jeszcze miejsce do ich pogorszenia, ale zasadnym jest oczekiwanie podwójnego dna, lekkiego wzrostu czy też stabilizacji na niskich poziomach. No może w przypadku danych o sprzedaży widzę możliwość większego pogłębienia spadku, bo styczeń i luty po długich Świętach nie są najlepsze.

Najgorsze co może dla nas teraz być to wystąpienia jakiegoś większego załamania na giełdach, wywołanego np. wspomnianą wcześniej sytuacją w Japonii. Wtedy może być rzeczywiście krucho, a tak wydaje się, że najgorsze co nam grozi to owa wspomniana wcześniej stabilizacja czy też konsolidacja na niskich poziomach. Jednym słowem marazm.

I jeszcze jedno. Najwięcej postawiłbym teraz właśnie na ten marazm, a na aż tak jednoznaczne określenie jak zdecydował się Pan Wojciech Białek bym się nie zdecydował. Wierzę w siłę drukarek pieniężnych (czytaj banki centralne) i fakt, że w krótkim terminie nikt z nimi nie wygra (historyczne szczyt na giełdach). Widzę też, że dane makro w Europie czy USA się poprawiają, ale długi jednak nie zniknęły a opodatkowanie ludności rośnie.

Wszystko oczywiście nie oznacza, że Pan Wojciech nie ma racji, bo jego analogie bardzo ale to bardzo często się sprawdzają.

PS. Patrząc na wykres wskaźnika bezrobocia można nawet powiedzieć, że w długim terminie jeśli zrealizuje się formacja głowy i ramion, to czeka nas zjazd kto wie, może do poziomu Holandii? Ale to już nieco daaalsza przyszłość.

Wartości minimalne indeksów giełd w USA w 2013 to:

Dow Jones – 10800-11300,

S&P500 – 1190-1250,

Nasdaq100 – 2050-2200

Tak moim zdaniem (patrząc na swoje wskaźniki i wykresy) może wyglądać sytuacja na giełdach w USA w tym roku (to wartości minimalne)  jeśli zrealizuje się bardzo negatywna prognoza japońska jaką przedstawił jeden z najbardziej znanych ludzi Wall Street, Kyle Bass.

Oczywiście jeśli jen straci na wartości 50 proc. jak przewiduje Bass, to japońskie akcje (indeks Nikkei) mogą (ale nie muszą) zaliczyć nowe historyczne dno, ale w równie szybkim czasie zrobić nowy szczyt. Tak jak to było w przypadku kryzysów w Grecji w pierwszej połowie 2012

czy Argentynie w początkach XXI wieku, kiedy bankrutowała.

Czy obecne wyniki Apple to początek spadków? Możliwe, ale pamiętajmy, że na giełdzie często najbardziej cenną cechą jest cierpliwość.
Nie skończyłem tego wpisu tak jak chciałem ze względów rodzinnych, ale może niebawem będzie więcej czasu i do niego wrócę. Jutro albo w weekend będzie o kolejnej porcji słabych danych makro. Zapraszam.

Niemiecki DAX w objęciach nerwicowców

Dziś na giełdzie niemieckiej rządzą nerwowi inwestorzy. Indeks  skacze w górę i w dół. Widać, że ktoś realizuje zyski, ale kupujący są i indeks jak bumerang próbuje wrócić do poziomu piątkowego zamknięcia.

Ta nerwowość jest tym dziwniejsza, że na rynkach w Europie i Ameryce nie dzieje się nic szczególnego, wręcz można powiedzieć, że jest cisza jak makiem zasiał. Piszę o tym, bo jestem zaniepokojony i tymi zmianami na DAX i tą ciszą. Tym bardziej że wykres historyczny niemieckiego wskaźnika wygląda tak:

czyli moim zdaniem delikatnie mówiąc słabo.

I nawet gdyby miał te historyczne szczyty pokonać to wolumeny są bardzo bardzo malutkie. Nagle wzrosną? Oby.

Jeśli chodzi natomiast o rynki w USA, to również są one wyjątkowo spokojne. Czasem mam wrażenie, że przed nami Boże Narodzenie i Nowy Rok. :) No ale załóżmy, że jesteśmy blisko ważnych szczytów (więc konsola musi być)  a przed nami wyniki Apple. To ostatnie zdanie jest dla tych co lubią czekać na dane i twierdzą, że to wydarzenia kreują zmiany na rynku a giełda nie dyskontuje niczego wcześniej.

 

Uwaga na złoto i polskie bardzo słabe dane

Na złoto dlatego, że jakiś czas temu pisałem o kimś kto „wdepnął w złoto”. Teraz widać (choćby po wolumenie), że ktoś pod koniec ubiegłego tygodnia znowu tam zamieszał.

Nie chcę powiedzieć, że ten kto wcześniej wszedł właśnie wyszedł, ale trzeba uważać na możliwą szybką korektę. Korektę bo nie wiem czy coś większego jest możliwe przy takim negatywnym sentymencie. 

Dla dalszego rozwoju wypadków w przypadku złota czy też srebra ważne jest na jakich poziomach zakończy się ten miesiąc.

No koniec jeszcze kilka słów o polskim rynku, który w piątek otrzymał porcję szeroko omawianych negatywnych danych makro. Komentarz analityków, który warto przeczytać zamieścił na swoim blogu Stoję i patrze. Ale żeby nie było aż tak negatywnie, to proszę spojrzeć na dłuższe wykresy tych wskaźników z Bankiera:

wykres

wykres

Jak widać zanosi się na to, że mieliśmy dołek. Oczywiście nie jest powiedziane, że dołek z lat poprzednich nie zostanie pogłębiony albo że nie będziemy go klepać przez kilka ładnych miesięcy. Zwłaszcza to ostatnie jest w stosunku do naszej inercyjnej nieco w stosunku do Europy i świata gospodarki realne.

Fakt jest jednak taki, że historycznie w okolicach dna jesteśmy.

Problem (w przypadku wydłużenia się okresu zastoju) może tu mieć nie tyle polska giełda (gdzie jakiś spadek jest możliwy) ale rządzący i minister Rostowski, który przez ostatnie lata dopychał (a właściwie rozpychał) budżety kolanami przy pomocy różnych księgowych trików. Nie ma jednak obaw, bo skoro większość drukuje to i my możemy. W końcu też jesteśmy do tego gotowi.

%d bloggers like this: